czwartek, 29 kwietnia 2010

Aforyzmy, cz. 1


 Niezależność nie oznacza niezależności od zdrowego rozsądku
.

Jeszcze się policzymy!

                    


 "Jeszcze się policzymy" - powiedział, jak się okazuje, prezydent Lech Kaczyński do kpt. Grzegorza Pietruczuka po wyjściu z samolotu, który wbrew rozkazowi Szefa Państwa nie wylądował jednak w Tbilisi (12.08.2008).


Ot wam i cały Lech Kaczyński. Napuszony, zakompleksiony i rozkapryszony bachor.
Nie, z całym szacunkiem, ale nie był on dobrym prezydentem. Był wręcz fatalnym prezydentem.
I proszę nie płukać nam mózgu, że czegoś nie rozumiemy, że było inaczej, i że mamy chcieć kontynuowania takiej polityki.


.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Pierwsze Damy Rzeczypospolitej

...
Barbara Jaruzelska
...
Danuta Wałęsa
...
Jolanta Kwaśniewska
...
Maria Kaczyńska
...
Kot Alik


.

Bądź błogosławion, Pyle zbawczy

  
   Pyłu nie było.
"Brytyjscy naukowcy orzekli, że zapylenie atmosfery po wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjafjoell w żadnym momencie nie osiągnęło stężenia niebezpiecznego dla samolotów."

Zasłyszana niedawno modlitwa: 

Bądź błogosławion, Pyle zbawczy,
Za Twym wstawiennictwem uciekło nam się od obłędu podróży do Polan krainy, gdzie łzy krokodyle miały nas zalać i utopić w sobie. Tak bowiem sprawiłeś, że sabat niecny odwołany został, a czarny lucyper pozostał w swoim imperium, u piekła źródeł. 


Alleluja, alleluja, alleluja. 
.

piątek, 23 kwietnia 2010

Fałszywy głos kościoła

(Felieton Magdaleny Środy dla Wirtualnej Polski)
Przysłuchując się kazaniom podczas mszy rezurekcyjnej, miałam wrażenie, że jedynym problemem Kościoła jest to, że w Polsce i na świecie nie ma dość katolików i katolicyzmu. Bo wiara ma rozwiązywać absolutnie wszystkie problemy. Nie tylko moralne, kulturowe i polityczne, ale i problemy samego Kościoła. Tak jednak nie jest. Świat nie staje się lepszy od tego, że jest na nim więcej katolików. Katolicy nie stają się lepsi dlatego, że żarliwiej wierzą. Kościół nie staje się moralnie silniejszy tylko dlatego, że więcej ludzi chodzi na msze. Hierarchowie nie staja się bardziej wiarygodni tylko dlatego, że zakazują homoseksualnych małżeństw, eutanazji i bronią świętości niedzieli. 

Abp Michalik w swoim kazaniu zajął się bieżącą polityką i ubolewając nad upartyjnieniem państwa apelował o wybór kandydatów, którzy "czują naród, czują państwo, czują Polskę". Co to miałoby znaczyć? Że należy głosować na tych, w których "sercach żyje troska o Polskę moralną, etyczną (…) chrześcijańska i katolicką". Właściwie dlaczego? - można by zapytać arcybiskupa - wszak Polska jest katolicka od wielu setek lat, więcej - większość rządzących jest katolicka i mimo to Polska nie staje się ani mniej partyjna ani bardziej etyczna. Może więc lepiej głosować na tych, którzy są kompetentni i rozsądni, i nie zajmować się tym, co żyje w ich sercach?

Abp Henryk Muszyński apelował z kolei o przedkładanie prawa bożego nad prawo pozytywne. Co wydaje się być nieuprawnionym wzywaniem do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Bo wszak już od czasów św. Pawła wiadomo, że Bogu należy oddawać to co boskie, wszelako - cesarzowi to, co cesarskie. W nowożytnej Europie to raczej Kościół powinien podporządkować się państwu i jego prawodawstwu, niż państwo Kościołowi. Abp. Henryka Muszyńskiego martwi to, że nowożytna wolność oznacza swawolę, to znaczy korzystanie z autonomii w zakresie ludzkiej seksualności oraz prawa do godnej śmierci. Myślę, że europejskie prawo pozytywne dopuszczające prawo do eutanazji i małżeństwa homoseksualne w żaden sposób nie niszczy prawa bożego, które obowiązuje katolików. Muszyński zapomina po prostu, że Europa to wspólnota wszystkich ludzi, nie tylko katolików. Podobnie jak Polska.

Abp Nycz ubolewa nad utraconą niedzielą, która powinna być dniem odpoczynku, rodziny, tudzież refleksji nad sensem swojego życia. Nic tak jak niedziela nie wspiera życia rodzinnego - twierdzi arcybiskup. Trudno mi sobie wyobrazić te wszystkie rodziny, które w niedziele oddają się refleksji nad sensem życia i co to miałoby właściwie znaczyć prócz tego, by zachęcić ludzi raczej do chodzenia do Kościoła, niż do supermarketów. Ale chodzenie do Kościoła do refleksji egzystencjalnych specjalnie nie zachęca.

Mam wrażenie, że głos Kościoła coraz bardziej rozchodzi się z autentycznymi wyzwaniami moralnymi naszych czasów. I brzmi on dość fałszywie, zwłaszcza na tle pedofilskich wydarzeń, które potężnie naruszają jego moralną wiarygodność. Bo co prawda drogowskazy nie muszą chodzić po drogach, które wskazują, ale warto, by zadbały o własną jakość i wskazywały na rzeczywiste zagrożenia, a nie na pozorne. (
źródło



Pani Profesor Środo, 
zgadzając się z Panią w całej rozciągłości, proszę o nieustanne przypomnienie tak przeciwnikom, jak i zwolennikom, z jakiego źródła czerpią ogólnoludzką (pod tym pojęciem kryje się w rzeczywistości chrześcijańsko-oświeceniowa geneza) moralność - nomen-omen etykę - osoby niewierzące. Jest Pani m.in. teoretyczką, więc tego typu uogólnienia należą do Pani. Nie wystarczy je ogłosić raz, lub też odsyłać do jakichś książek - to powinno należeć do codziennego Pani kazania. Przecież księża głoszą prawdę Dekalogu codziennie, mimo iż ta się nie zmienia od 2000 lat. 

Nie dajmy się zwariować

Nie dajmy się zwariować.
W końcu, "prezydent Jarosław Kaczyński" nie będzie nikim innym, jak jeszcze gorszym prezydentem, odzwierciedlającym zasadę "jaki kraj, taki prezydent". Natomiast nie wierzę, by ludzie pospolici byli aż na tyle chorzy, żeby wybrali PiS ponownie. Wszak już raz się oparzyli (co było do przewidzenia, no ale zachciało się spróbować...). A jeżeli nawet by i byli aż na tyle chorzy, to cóż... widocznie ten kraj na to zasługuje.
I niech żondzi PiS.
.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Zasłyszana dziś pieśń kościelna



Serdeczna Myszko, opiekunko ludzi,
Niech Leszka mlaskot w Tobie litość wzbudzi,
A gdy Irasiad rozgniewany szczeknie
Szczęśliwy kto do Marii ucieknie 

środa, 21 kwietnia 2010

Słuszne obawy Gruzji


Gruzini się martwią, kto będzie ich orędownikiem na Zachodzie po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego - zauważa "Rzeczpospolita".



Niestety, po kilku latach dowiemy się dokładnie, kto z nich dwóch - Saakaszwili czy Miedwiediew-Putin - był zbrodniarzem wojennym. A niewątpliwie, zbrodnia miała miejsce, bo za setki czy tysiące przerwanych żyć cywilów ktoś winien ponieść odpowiedzialność.
Niestety, na dzień dzisiejszy większość wskazówek, i to nawet nie z rosyjskich źródeł, prowadzi do Saakaszwilego.
Tak więc obawy Gruzji mogą okazać się w pełni słuszne.
.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Krewetki mrożone (przepis na prośbę trudziaszczychsia)



Krewetki świetnie można rozmrozić wstawiając je na parę minut do mikrofalówki (mała lub średnia moc). Wodę należy wylać. Nie warto rozmrażać na patelni, bo będzie zupa krewetkowa.


Krewetki przyrządza się krótko - góra 3-4 minuty. Dłużej - będą gumiaste, no i znacznie zmniejszą się w objętości (czy to nam trzeba?)


Można smażyć na oleju (najlepiej na oliwie), można na maśle. Można dodać wina - najlepiej pod sam koniec, bo raz, że się nie usmażą, a dwa, że wino wyparuje, a wszystko nabierze przykrego szarego koloru.


Dodajemy przyprawy oraz sól dowolnie, nie zapominając o tym, iż najcenniejszy jest smak własny krewetek, a nie czosnku, goździków, ketchupu czy majonezu. Majonez można przecież spożywać i bez krewetek.


Najlepiej dodawać przyprawy z kręgu południowego (śródziemnomorskiego) - zioła prowansalskie, bazylia, oregano, czosnek. Może być świeża zieleń, np. pietruszka. Nie widzę osobiście krewetek z cebulą, pieprzem, kminkiem, imbirem, sosem sojowym itp. - one zniekształcą smak. 


Można wymieszać krewetki z puszką obranych (pokrojonych lub nie) pomidorów i opisanym wyżej zestawem przypraw. Podsmażyć najpierw same krewetki z przyprawami, potem dodać pomidory i kilka minut poddusić wszystko razem.


Tak przygotowana zaprawa świetnie nadaje się nie tylko na bagietę czy kanapki, ale i do makaronu w stylu włoskim (by zrobić taki makaron, nie używamy masła, lecz tylko oleju [z oliwy], zaś makaron musi być wyłącznie z pszenicy durum, ugotowany koniecznie al dente, czyli wg polskich norm lekko niedogotowany. Jeżeli na opakowaniu zaznaczono "8-10 minut", to musi się gotować właśnie 8, a nie 10.5). Jeżeli mamy nie tylko krewetki, a i inne [mrożone] owoce morza, przyrządzamy wszystko dokładnie w ten sam sposób - a po wymieszaniu z gotowym gorącym makaronem, polaniu oliwą i posypaniu całości tartym serem (najlepiej parmezanem) wyjdą nam pyszne spaghetti ai frutti di mare... 


Pytają się mnie, czym się różnią krewetki duże od małych - przecież nikt nie smaży krewetek na grillu czy nie kroi w plastry, więc zdawałoby się, że nie ma żadnej różnicy z wyjątkiem cenowej. 


Różnica polega jednak na staranności obierania i wyczyszczenia krewetek przed ich mrożeniem. W małych o wiele częściej pozostaje dobrze widoczna czarna "nić" - przewód pokarmowy krewetki. Po rozmrożeniu wydalić tę nić samemu jest dość ciężko, a co dopiero, gdy mamy do selekcji kilkadziesiąt małych osobniczków. Jak już, to użyjmy kciuków i róbmy to pod strumieniem wody z kranu, starając się nie uszkodzić krewetki. 
.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Sąsiedzie.

Z sąsiadami najtrudniej się przyjaźnić.
Przykłady Rosji, Kaukazu i do niedawna Polski wybitnie o tym świadczyły. A jednak udaje nam się powoli przełamywać stereotypy.
Co raz lepiej układa nam się z Niemcami (choć w tym przypadku pragmatyzm gospodarczy odgrywa znacznie większą rolę, niż więzi emocjonalne).
Odmieniliśmy stosunki z Litwą, które, mimo licznych jeszcze zatarć, idą drogą szlachetną i sprawiedliwą, pozbawioną ze strony polskiej jakiejkolwiek mocarstwowości.
Co raz mniej śmiejemy się z Czechów, zaś nasi prezydenci wykonali bardzo istotne kroki, by nie tylko z przymusu współistnieć, lecz zaprzyjaźnić się i, co ważniejsze, przeprosić za pewne wydarzenia historyczne.
Bardzo, jak się okazało, zależało nam na Ukrainie, co zdaje się nie psuć jakakolwiek zmiana władzy czy tam, czy tutaj. Po raz pierwszy w dziejach ta więź jest piękna, emocjonalna, bezinteresowna, no i nie opiera się o jakieś kalkulacje wojskowo-polityczne (jak to mimo wszystko miało miejsce za Piłsudskiego). Niestety, oba kraje czeka długa droga, by doprowadzić do zamknięcia temat współistnienia i współmordowania siebie na przestrzeni dziejów - a to wiąże się m.in. z młodością państwa ukraińskiego, któremu trudno jest pozbawić się pięknych mitów założycielskich, tak samo jak i osiągnąć jedność w szeregach własnych obywateli.
Nieco na uboczu pozostaje dla nas Słowacja - kraj, z którym, oprócz nart, nie wiele nas łączy, lecz jeszcze mniej dzieli, co może wychodzi nam i im na zdrowie... a może jednak nie doceniamy sąsiedztwa z tym krajem?
Białoruś z racji swojego ustroju politycznego tak czy inaczej wypada po za strefę zwykłego sąsiedztwa, zaś o jakichkolwiek autentycznych relacjach będzie można mówić dopiero po zmianie tamtejszych władz. A mimo to, niestety, nie prognozuję naszym z nimi stosunkom najlepiej...


Zaś największym - poza Niemcami - wyzwaniem była i jest dla Polski Rosja.
Czas pokaże, co pozostanie po tej wrażliwości i tym otwarciu. Oby jak najwięcej. Bo nawet kosztem pewnych kompromisów da się osiągnąć od wieków nam nieznane dobre relacje z tym krajem.


Niestety, dotychczas głównym problemem w naszych relacjach były wcale nie Katyń, Stalin, 17 września czy los jeńców radzieckich 1920 roku. Największym problemem była ogromna pycha ze strony Rosji, dla której Polska jest krajem o dokładnie tej samej randze, co dla Polski jest Albania, Macedonia, Bułgaria czy Rumunia. Czyli krajem, niewartym nawet tego, by z nim rozmawiać. Bo i po co rozmawiać na równych z jakimś peryferyjnym krajem, ani ważnym, ani bogatym, ani wielkim, ani liczącym się... Totalny cynizm.


Jeżeli Rosja przezwycięży to, to cała reszta pójdzie jak z górki. Partnerstwo opiera się przecież nie tylko na handlu i zyskach, ale i na nieudawanym zainteresowaniu obcym krajem, kulturą, historią czy poglądami. Rosja jeszcze do niedawna deklarowała na różne sposoby, że Polska jako obiekt stosunków, rozmowy, kompromisów, dobrosąsiedzkiego współistnienia jej nie interesuje.
Jeżeli to się zmieni - będę pierwszym entuzjastą polepszenia stosunków z Rosją. I wypracowania kompromisów i ustaleń historycznych, w których tak Rosja, jak i Polska będą szczerze zainteresowane.

Cantobiografomania

Wobec szerokiego odzewu i napływu propozycji od mas pracujących zamiast "Cantobiografii Lecha i Marii" proponujemy Panu Maestro Rubikowi tytuł zmieniony, bardziej adekwatny co do mającego powstać Dzieła:


"Cantobiografomania Lecha i Marii"!


Maestro, czekamy!

niedziela, 18 kwietnia 2010

Cantobiografia Lecha i Marii

"Cantobiografia Lecha i Marii"
muzyka Piotr Rubik, słowa Janusz Śniadek
---
1. Świt nad Żoliborzem (wstęp symfoniczny – orkiestra)
2. Jacek i Placek (scherzo symfoniczne – orkiestra)
3. Tragiczne komunizmu czasy (Larghetto doloroso e pesante – orkiestra)
4. „Polsko, Ojczyzno moja” (Aryja – baryton, orkiestra, chór, taniec)
5. „O podła WRONo, dlaczegoś mnie nie internowała?” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
6. Alik, to tylko kot… (Aryja – tenor, orkiestra, taniec)
7. Piękna niby róża (Aryja z duetem – sopran, baryton, orkiestra, taniec)
8. Leszko i Myszko (Duet – sopran, baryton, orkiestra, taniec)
9. „Maryja a Maria – któraż mi bliższa?” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
10. „Wstrętny Wałęso, ja cię już nie lubię” (Duet z chórem – baryton, tenor, chór, orkiestra, taniec)
11. „Niech Jaruzel nie poucza mnie, jak żyć i kogo odznaczać” (Aryja – baryton, orkiestra, taniec)
12. „Spieprzaj, dziadu, czyli dlaczego media mnie nie lubią?” (Galop z chórem – baryton, chór, orkiestra, taniec)
13. Premier gorszy od dziadka (Rapsodyja historyczna – orkiestra, taniec)
14. Zabierzmy do Lizbony dodatkowe krzesło (Recytatyw z chórem – sopran, chór, orkiestra, taniec)
15. „Kochany Misziko, ilu zabiłeś ruskich?” (Ballada o Bohaterze Saakaszwilim – baryton, orkiestra, taniec)
16. Lechas Kačinskas (Allegro moderato e serioso – orkiestra, taniec)
17. „Tyś naszą Matką na każdy dzień!” (Toccata i fuga – baryton, tenor, orkiestra, taniec)
18. „Panie, ląduj, bo uprowadzę samolot!” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
19. Zmierzch nad Żoliborzem (Intermezzo symfoniczne – orkiestra)
20. Czerwone goździki na Monte-Katyniu (Pieśń – wszyscy, chór, orkiestra, taniec)
21. O Grodzie Kraka, tyś godny jest Wawelu (Aryja z chórem – sopran, chór, orkiestra, taniec)
22. Plejada gwiazd i dwa miljony ludzi (Uroczysty marsz – orkiestra, taniec)
23. „Kochamy Cię, Obamo!” (Chór – wszyscy, orkiestra, taniec, oklaski)
----------------
998 900 zł + VAT

Stało się.

Przykro było obserwować, jak światowi przywódcy, zrażeni brakiem w Krakowie Obamy, uchwycili się za deskę ratunku - zbawczy pył wulkaniczny, który zdaje się nie wyrządzać żadnych krzywd, i nie przylecieli na gigantyczny casting do Krakowa. Dziękuję przedstawicielom Maroka, Gruzji i innych potęg, obecnych na pogrzebie. OK, ktoś słusznie powiedział, że to jednak pogrzeb, a nie oglądanie znanych twarzy. Ale, jak mówią Rosjanie, "nacziałoś za zdrawije, a koncziłoś za upokoj" - słomiany zapał szybko się wypalił.

Przy okazji różne gwiazdy, gwiazdeczki i gwiazdunie, zwykle te zapomniane lub mniej popularne, nie omieszkały uświetnić "świetnej okazji", czyli tragedii, swoją produkcją (o czym szczegółowo można przeczytać tu). Aż się dziwię, dlaczego milczy nasz Wieszcz, Maestro Rubik.

Panie Maestro Piotrze Rubiku!
Gorąco apelujemy o uczczenie Ofiar Narodowej Katastrofy za pomocą skomponowania przez Pana nowej Kantaty pt. "Cantobiografia Lecha i Marii"!

Proponowany układ części łącznie z kosztorysem podrzucę później.

piątek, 16 kwietnia 2010

Ujadanie nad grobami


Mam prośbę.


Zaprzestańmy tego świntuszenia nad grobami.
Pochowajmy Ich godnie.
Nie istotne, czy na Wawelu, czy nie na Wawelu, czy w Krakowie, czy w Warszawie. Po prostu, nie rozmieniajmy się na drobne, nabierzmy trochę dystansu do siebie i szacunku do śmierci.

Ich można godnie pochować nawet na wiejskim cmentarzu, na pohoście, bo godność zależy nie od wyniosłości miejsca i nie od zasług umarłych, lecz od stanu naszych dusz.

czwartek, 15 kwietnia 2010

К Братьям-россиянам. Do Braci Rosjan.


К Братьям-россиянам.


Дорогие друзья.

Трудно было вообразить себе, что произойдёт то, что произошло. Но это случилось, а за историческую правду наша элита в очередной раз поплатилась жизнью.

Произошла вещь невозможная: наша боль стала и Вашей болью, не смотря ни на какие противоречия и разногласия, никакие исторические антагонизмы и взаимные обвинения. Никто этого не ожидал; но по-видимому, этого подспудно ожидали мы все - и Вы, и мы, причем в течении многих, многих лет, а может, и столетий.

Боль объединяет. А болит у нас у всех - и у Вас далеко не в последнюю очередь. И я очень надеюсь, что выраженные ещё совсем недавно соболезнования с нашей стороны Вы не посчитали просто общепринятым политическим жестом.

Мы никоим образом не хотим, чтоб Вы подумали, будто хоть в малейшей степени возлагаем на Вас вину за происшедшее под Смоленском. И русский самолёт, и его российский ремонт, и русская земля - это всего-лишь трагический сплёт обстоятельств, который позволил нам обратить друг на друга внимание - иначе, чем когда-либо до того.

Мы не переоцениваем нашего значения в Вашей жизни, общественной и политической, понимая, что баланса значимости тут не достичь. Но мы тронуты до глубины души тем, какие залежи добра и сочувствия пробудились у Вас к нам. Несомненно, в огромной степени это - взаимно.

Спасибо.

Мы тронуты Вашим участием, Вашим сочувствием. Мы видим машины на российских номерах, с польскими флагами и траурными лентами. Вы - солидарны с нами, и тем самым впервые за много лет мы увидели в Вас братьев, союзников не только лишь вынужденных, пред лицом мирового кошмара, как случилось во второй половине Второй Мировой войны, но и по воли души, по собственному почину, тогда, когда трагедия и боль проявились совершенно иным, неожиданным образом. Мы пробуем себе представить, как мы бы зареагировали, случись у нас крушение самолёта высшего руководства Болгарии или Македонии - и мы хотим оказаться в состоянии быть тогда на Вашей высоте.

Поверьте, Катынь для нас - это не средство разбогатеть на будущих компенсациях. Их не будет, хотя бы потому, что смысл жизни не продаётся и не измеряется суммой компенсации. А ужасная, бессмысленная по жестокости жертва сентября 1939 - апреля 1940 - это именно смысл существования нас, живых, которые потеряли в Катыни своих блиских, а сейчас ожидают бескорыстного с обеих сторон чистосердечия и признания.

Я надеюсь, наше правительство сделает всё возможное, чтобы открыть нам и Вам правду про судьбу пленных красноармейцев 1920 года, какова-бы она не была. Ибо правда, особенно та, касающаяся человеческих судеб, не подлежит лицитации, перерассчёту и обмену. Она не зависит от политической конъюнктуры или дипломатических отношений отдельных стран. Она есть, и задачей каждого человека доброй воли должно быть утверждение этой правды даже ценой личных лишений.

Помните, Братья-россияне, о самом главном:
правда, как-бы ни была горька, ни одну страну, ни один народ не делает слабее. Всегда-лишь только сильнее, даже если эта правда состоит в признании своих вин, или вин своих предшественников.

Разумеется, это относится и к нам самим... но, говоря по-братски, давайте говорить не только корректно, но и искренне.

Судьба нас свела вместе и расселила в непосредственной близости друг от друга. Давайте-же постараемся преодолеть самих себя и впервые за всю нашу историю достичь того уровня сознания, когда наше соседство станет не только вынужденным, но и желанным.

Первый, малый, но сколь-же важный шаг - уже за нами.

List gen. Wojciecha Jaruzelskiego do prezesa Jarosława Kaczyńskiego


(oryginał listu: http://wyborcza.pl/1,76842,7764357,List.html)


Dziękuję, Panie Generale. Pański list był potrzebny - zaś ja podświadomie na niego czekałem. Nie muszę wypisywać, że Pan ma klasę - bo nikt w to nie wątpi. Ale jest Pan Człowiekiem. Człowiekiem, który nie żyje jedynie przeszłością. Odczuwa i wyraża Pan to, co każdy powinien odczuć, jeżeli nie składa się z samych tylko organów anatomicznych, namacalnych. Rzeczywiście, ten ból dotyczy wszystkich nas, bez względu na to, jacy jesteśmy na co dzień.
Mam tylko nadzieję, iż adresat listu nim nie pogardzi - zaś jego własny ból i rozpacz nie zamkną jego wrażliwości. Chciałbym wierzyć, że przyjmie on Pana list z pokorą w sercu. Jakakolwiek jego reakcja będzie świadczyć już tylko o nim.
"Skoro się wszyscy tu gromadzimy - strzeżmy się tego, co nas rozdziela. Niech ustaną wszystkie spory i gniewy..."

Kocham Kraków.


Ale jestem Warszawiakiem.
Bardzo bym chciał móc odwiedzać grób Prezydenta w moim mieście. Nie ma znaczenia, czy "godzien", czy "nie godzien", bo wcale nie o Wawel tu chodzi. W końcu, królowie leżą w grodzie królewskim, ale prezydenci powinni być w mieście prezydenckim.
Oficjalne delegacje, przybywające do stolicy, mogłyby składać kwiaty nie tylko na pomnikach Bohaterów i Powstańców, ale i na grobie tragicznie zmarłego Prezydenta - pierwszego w naszej historii nowożytnej. Czy musiałyby jechać do Krakowa? Nie, po prostu pominą tę możliwość.
Lech Kaczyński był Warszawiakiem. Był również prezydentem tego miasta. Po co wywozić Go do Krakowa?

Adam Michnik o Lechu Kaczyńskim: Serce mnie boli gdy myślę o tym co się stało


- Jestem wstrząśnięty. To nieoczekiwane, niezasłużone nieszczęście, które spotkało naszą ojczyznę - mówi Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" (oryginał materiału).
Śmierć zawsze zmienia wszystko. Za życia krytykujemy, negujemy, pozwalamy sobie na wiele - bo zawsze istnieje szansa, że człowiek się zmieni, coś zauważy, naprawi, albo zepsuje jeszcze więcej. To jest normalne, bowiem i my sami, krytykujący prezydenta, poddawani jesteśmy krytyce naszego własnego otoczenia. Tak działa świat. Jednak w momencie tragicznej śmierci okazuje się, że nie ma już szans ani na zmianę, ani na wyrównanie, ani nawet na przeprosiny - pozostaje tylko gorycz, że nic się już nie da zrobić ani zmienić. Ale pamiętajmy, że, gdyby wszystkich naszych Świętych za życia szanowano jako świętych - Świętymi oni by nigdy nie zostali. Ci, którzy zabijali pierwszych męczenników chrześcijańskich, przysłużyli się im w ten sposób, bo gdyby panowała zgoda i pokój, nikt by o tych chrześcijanach nie słyszał. Zatem rachunek sumienia jest nieunikniony - i nie należy wątpić w jego szczerość. Śmierć zawsze zmienia wszystko; nie bylibyśmy ludźmi, gdyby, będąc za życia Kaczyńskiego jego przeciwnikami i krytykami, nie pochylili czoła teraz, gdy dokonała się ta ofiara. Wierzę w Pana smutek, Panie Adamie.
------------------------
[url=http://www.organ-music.net]Muzyka organowa[/url]
Śmierć zawsze zmienia wszystko.
Za życia krytykujemy, negujemy, pozwalamy sobie na wiele - bo zawsze istnieje szansa, że człowiek się zmieni, coś zauważy, naprawi, albo zepsuje jeszcze więcej. To jest normalne, bowiem i my sami, krytykujący prezydenta, poddawani jesteśmy krytyce naszego własnego otoczenia. Tak działa świat.
Jednak w momencie tragicznej śmierci okazuje się, że nie ma już szans ani na zmianę, ani na wyrównanie, ani nawet na przeprosiny - pozostaje tylko gorycz, że nic się już nie da zrobić ani zmienić. Ale pamiętajmy, że, gdyby wszystkich naszych Świętych za życia szanowano jako świętych - Świętymi oni by nigdy nie zostali. Ci, którzy zabijali pierwszych męczenników chrześcijańskich, przysłużyli się im w ten sposób, bo gdyby panowała zgoda i pokój, nikt by o tych chrześcijanach nie słyszał. Zatem rachunek sumienia jest nieunikniony - i nie należy wątpić w jego szczerość.
Śmierć zawsze zmienia wszystko; nie bylibyśmy ludźmi, gdyby, będąc za życia Kaczyńskiego jego przeciwnikami i krytykami, nie pochylili czoła teraz, gdy dokonała się ta ofiara.
Wierzę w Pana smutek, Panie Adamie.

Trochę refleksji nad losem Człowieka



Powiem tak.
Jestem osobą niezwiązaną z Kościołem i kieruję się innymi zasadami, niż te wynikające z "prawd wiary".
Nie głosowałem ani na Kaczyńskiego, ani na PiS. Nie uważam też, że Lech Kaczyński był dobrym prezydentem.
Ale NIE MUSIAŁ GINĄĆ.
Miał prawo do życia, do sprawiedliwej oceny, do porażki wyborczej, wreszcie do powszechnej krytyki i wreszcie do tego, żeby ktoś go z Pałacu wykopał.
Jego życie jest jednak dla mnie cenne. Tak samo, jak i życie pozostałych osób na pokładzie, jakiekolwiek wartości by sobą nie reprezentowały. Nikt z nich na śmierć nie zasługiwał, nikt nie musiał umierać tak głupio, tak przypadkowo. I żałoba narodowa jest jak najbardziej na miejscu. Niech no zgadnę, że wśród tych stu tysięcy żegnających nawet połowa na Kaczyńskiego nie głosowała. Ale ci ludzie znaleźli w sobie pokłady współczucia, i to charakteryzuje ich z jak najlepszej strony.
Bo nie jest ważne, czy prezydent im odpowiadał - ważne, że był Prezydentem, oraz - że kochał Polskę i był jej patriotą. A jeżeli ktokolwiek kocha swój kraj, to nie musi się zgadzać z Kaczyńskim, musi natomiast odczuwać pewną z nim więź, pewną solidarność. Inaczej - niestety - jest nikczemnym bydlakiem bez rodowodu.
W końcu, prezydent nie utopił się w wannie i nie przedawkował trawy, nie zasłabł podczas wizyty w burdelu.
Zginął godną, choć przypadkową i przez to przerażającą śmiercią, wykonując swoje zadanie.

Nie mogę milczeć



Panie Prezydencie.

Nie głosowałem na Pana, ale proszę mi wierzyć, że i ja, i większość z nas bardzo by chciała, żeby Pan żył.