czwartek, 3 listopada 2011

Festiwal obłudy

   
Zbigniew Ziobro, wiceprezes PiS, wraz ze swymi pachołkami poplecznikami pędzi do założenia własnej partii politycznej. Przy tym zarówno on, jak i Jacek Kurski, ma gębę pełną frazesów nt. jedności prawicy, niepodważalności przywódczej roli umiłowanego przywódcy Jarosława Kaczyńskiego, o potrzebie demokratyzacji Prawa i Sprawiedliwości, o potrzebie wygrywania wyborów itp.

Dobra mina do bardzo złej gry.

Oczywiście, Ziobro ma pełne prawo wyjść z PiSu i założyć swoją własną partię, a nawet dwie. Jednak to, że rozwodzi się o potrzebie "demokratyzacji" i "debaty" w PiS, świadczy o jego niesłychanej obłudzie. W ten sposób Ziobro wymusza na Kaczyńskim zryw emocjonalny i wypieprzenie go z partii z hukiem, sobie zaś rezerwuje aureolę męczennika. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nic tak prezesa nie rozwścieczy, jak czcza gadanina o "demokratyzacji", i to z ust tego, kto był głównym Cerberem i zamordystą "IV RP". Im więcej będzie demonstrowanej chęci do "debat", tym szybciej Kaczyńskiemu puszczą nerwy. W dokonanej rozgrywce to Kaczyński sobie zaszkodzi i będzie tym "złym". A Ziobro? Przecież miał czyste, odważne, światłe intencje!

Ale za kogo Ziobro ma nas, wyborców, zwykłych ludzi?

Wszyscy wiemy, jaki jest Jarosław Kaczyński. Można go lubić, można nie lubić (ja go lubię o tyle, o ile uważam, że żadna osoba, goszcząca w domu kota, nie może być do końca złą. Tak samo jak i żadna osoba, będąca z zamiłowania myśliwym, nie może być do końca osobą dobrą. Tak jest, Panie Prezydencie Komorowski!), ale nawet największym jego życzliwcom nie przyjdzie do głowy twierdzić, że Kaczyński może rządzić demokratycznie i pozwalać na kwestionowanie wygłaszanych przez siebie poglądów i obranych kierunków. Owszem, dziadek może być i bardziej uśmiechnięty, i bardziej srogi, podobnie jak Pan Bóg - raz "dobra bozia", a kiedy indziej "siecze rózgą surowości", a mimo to Bogiem wciąż pozostaje, i to wcale nie demokratycznym, czego od Boga zresztą nikt nie oczekuje - ale demokratą Kaczyński nigdy nie będzie, bo to nie ten typ osobowości.

"Nie wiedzieć" o tym po tylu latach współpracy z nim oznacza robić durniów z wyborców. Do czegoś takiego nie zniżyła się nawet Joanna Kluzik-Rostkowska, która owszem, udawała, że "bozia jest zawsze dobrotliwa", ale nie ubolewała obłudnie nad brakiem wymarzonej demokracji. Zresztą, nawet gdyby "ubolewała", miałaby na to większe prawa, niż krwawy minister sprawiedliwości, bo nie przelała za PiS żadnej krwi, ani swojej, ani cudzej.

Panie Ziobro, w świetle powyższego pamiętne słowa Leszka Millera nabierają znamiona proroctwa: "Zero" odnosi się do odsetka wyborców popierających nową Pana partię w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Millerze, wierzę w Twoje przepowiednie!

.

0 komentarze:

Prześlij komentarz