Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Kaczyński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2019

PiS zamordowało Pawła Adamowicza

Dlaczego?

Bo ponoć PO zamordowało Lecha Kaczyńskiego. Jest to nam wtłaczane do mózgu od lat. Lecha Kaczyńskiego zamordowali "peło", Tusk, Komoruski, Niesiołowski, Arabski, Sikorski i pewnie nawet pani Wziątkiewicz-Hajs z Owsiakiem.

Owszem, PO jest winne tego, że mały, miałki człowieczek, jakim był Lech Kaczyński, poczuł się jeszcze mniejszy, jeszcze bardziej miałki, jeszcze bardziej zakompleksiony. Postanowił przykryć własne kompleksy megalomanią, dlatego napakował cały samolot ludzi i wybrał się do Smoleńska świętować własną rocznicę. Wybrał się z hukiem i, cóż, na trwale, lecz w sposób żenujący, zapisał się do polskiej historii. Pociągając za sobą 95 swoich zakładników.

Więc owszem, PO jest winne - tego, że wówczas rządziło.

A teraz rządzi PiS. A "my" mamy swojego zamordowanego prezydenta. I to zamordowanego dosłownie, nie w przenośni. Nie własna głupota, pycha i megalomania roztrzaskała tego prezydenta po smoleńskim lesie.

PiS jest winne tego, że od lat prowadzi nagonkę na Owsiaka i WOŚP. Całym sobą, za pomocą każdej swojej gęby i kępy, za pomocą TVP, swojej kurwizji i ziemca-tasiemca. Dlatego ś.p. prezydent Gdańska, zamiast wrzucić datek i spokojnie spędzać sobie niedzielny wieczór na domowej kanapie, musiał osobiście kwestować i uczestniczyć w finale Orkiestry. Musiał samorządowo bronić WOŚP przed atakami władzy centralnej i jej goebbelsowskiej propagandy. Musiał, choć, powiedzmy sobie szczerze, był już po wygranych wyborach, a więc już NIC nie musiał. Chciał i bronił, kierowany humanizmem, nie kalkulacją polityczną.

Im mniejszą karę poniesie pisowska pacynka - faktyczny morderca prezydenta - tym większą karę poniesie bezpośrednio PiS.

Czy ta śmierć sprawi, że się opamiętamy, że zaprzestaniemy nienawidzić siebie i swoich bliźnich, że zażegnamy prawdziwą wojnę domową?

Skądże.

Ta śmierć wszystko jedynie spotęguje. Tak jak śmierć JPII, tak jak śmierć Kaczyńskiego. I nie ma wątpliwości, że pierwsi się wyłamią rozmodleni pisowcy. Ich rozkoszowanie się modlitwą jest tak samo szczere i długotrwałe, jak "wycofanie się z polityki" podłej Kryśki Pawłowicz. "Wstrząs" pana Dudy, męża nie stanu, lecz Pierwszego Wieszaka, szybko minie i ustąpi miejsca temu, co zawsze go cechuje - nienawiści wobec innych, przyprawionej banałami i komunałami swojej mowy, swojego życia i postępowania.

Nie pozostaniemy im dłużni. Teraz My! Teraz my mamy swojego Prezydenta, Który Zginął. Nie zapomnimy, jak to PiS od lat srał nam na mózg, przekonując o zdradzie - zmowie Tuska z Putinem. A my daliśmy przyjąć tę ich narrację, choć z takim samym powodzeniem mogliśmy im wypomnieć zwrot św. Jarozbawa do "braci-Rosjan", z tym jego "spasiba" Putinowi. Jakoś o tym wszyscyśmy zapomnieli, jakże niesłusznie! Daliśmy wytrącić sobie inicjatywę pamięciową i narrację historyczną. Teraz nie damy. Nie damy sobie wmówić, że druga strona jest "pogrążona w modlitwie" i "wstrząśnięta". Owszem, jest wstrząśnięta, bo sra po gaciach. To nie jakaś afera z zarobkami prostytutek Głapińskiego, to ŚMIERĆ popularnego samorządowca, który nie brał udziału, nie "zawinił" w niczym, o co oskarża PiS swoich przeciwników.

Dlatego życzę dużo zdrowia i długich lat życia panu Dudzie i całej reszcie tych gnomów, tych miernot, tych płaszczaków, tych moralnych i ludzkich nicości. Przyda im się na procesy i wyroki.

Pawła Adamowicza zamordował PiS, "Prawo i Sprawiedliwość". Pamiętamy o tym i będziemy pamiętać. Nie zapomnimy, a już zwłaszcza w imię "pogodzenia narodowego", które nagle, lekką ręką, zaczęła nam narzucać kurwizja. Owszem, pogodzimy się z wami, jak będziecie siedzieć, jak szczeźniecie w otchłani politycznego niebytu.

Jakież to podłe - popełnić zbrodnię, po czym natychmiast zacząć krzyczeć o konieczności pogodzenia się i zakopaniu toporu wojennego... Tak jakby sam Eligiusz Niewiadomski, miernota nad miernoty, zaczął nawoływać o niewykonanie wyroku w imię zgody narodowej!

Lecz my musimy rozliczyć nie dzisiejszego Niewiadomskiego, ale "innych szatanów", co "byli tam czynni". Uprzejmie podpowiadam: nie chodzi o samego tylko Jarosława Kaczyńskiego. Zastępy jego tłuszczy, jego pozbawionych twarzy i osobowości mas, obejmie zbiorowa odpowiedzialność.

A w końcu dojdzie do kolejnego przewrotu majowego. Tyle że tym razem to nie Kaczelnik Państwa go przeprowadzi. A i społeczeństwo nie będzie bierne. Nie te czasy, nie ci ludzie...

Mam tylko nadzieję, że w jednym będziemy lepsi od pisowców. Że nie zrobimy pośmiertnie z Adamowicza świętej i niepokalanej panienki, że nie zmanipulujemy i nie przekłamiemy historii. Bo to, mimo wszystko, był człowiek z krwi i kości, a sprawy jego nieruchomości i rozliczeń finansowych pozostają wątpliwe. Nie powinno być kultu Pawła Adamowicza, ani "męczeństwa w służbie ojczyźnie", jak pozycjonuje panujące nam PiS swojego "bohatera" - "prezydenta tysiąclecia" Lecha Kaczyńskiego. Jedynego bohatera... prawdziwą mysz, którą urodziła ta patriotyczno-bogoojczyźniana góra.

sobota, 21 kwietnia 2012

Najnowsza teoria smoleńska



Rozpracowałem nową teorię Zamachu Smoleńskiego, którą szczegółowo opiszę w mojej najnowszej książce pt. 

"Stan smoleński: dlaczego? 
Czyżby dlatego, że...?
A może jednak nie? 
NON POSSUMUS!" 

Teoria ta mówi o tym, że zamach na Wielkiego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zorganizowały polskie środowiska kresowo-wołyniackie, z Siemaszkami i Isakianem "Zaleskim" na czele. 

Jak wiadomo, pop Isakowicz, w rzeczywistości Tadeos Isakian (Թադեոս Իսակյան, pseudonim "Zaleski") z heretyckiego monofizyckiego "kościoła" ormiańskiego został potajemnie oddelegowany przez światowy spisek Ormian do Kościoła Rzymskokatolickiego w celu jego rozbicia od wewnątrz - poprzez udawanie księdza rzymskokatolickiego i działalność agenturalną. 
Ale to jest tylko część Prawdy. 

Naszego Prezydenta zabito dlatego, że za wszelką cenę pragnął porozumieć się z prezydentem Ukrainy Juszczenką, uznając w tym celu "jakieś rzekome mordy cywilnej ludności ukraińskiej przez AK i inne polskie środowiska [...] w latach 1944-47". Niestety, w ten sposób naraził się wołyńsko-kresowiackiej masonerii, pragnącej okrutnej zemsty na Ukraińcach za działalność UPA, rzeź wołyńską i "ogólne niepoddawanie się próbom ucywilizowania i zaprowadzenia pokoju (pacyfikacji) wśród hord tych barbarzyńców w latach Międzywojnia". 

Prezydent Rzeczypospolitej Kaczyński jak nikt inny rozumiał konieczność porozumienia ponad podziałami z Ukraińcami, gdyż pragnął prześcignąć w tym zakresie sukcesy swojego poprzednika Kwaśniewskiego. 
Jego sukcesy były więc o wiele bardziej spektakularne, niż pseudo-sukcesy komunistycznego pseudo-prezydenta. Niestety, naraził się tym samym mafii kresowej, która wydała na niego wyrok. Ryzykowała bowiem utratę unijnego dofinansowania swojej działalności, przydzielanego jej przez Centralę Masonerii Europejskiej w Brukseli w ramach Programu Współpracy Transgranicznej w latach 2007-2013

Wyrok wykonano 10 kwietnia 2010 roku. 

Jeżeli ktoś jeszcze nie zgadł, kandydatem na urząd Prezydenta RP od mafii wołyńsko-kresowej był Grzegorz Napieralski. 

Lecz Naród Niepodległej Rzeczypospolitej, będąc założycielem Instytutu Myśli Lecha Kaczyńskiego, nie dał się omamić mafijnym obietnicom. 

O współpracy Jarosława Kaczyńskiego z mafią kresową, jego czynnej roli w egzekucji, aroganckim starcie w wyborach prezydenckich - w mojej kolejnej książce. 

.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Kara za pychę

  
Dlaczego uważam, że ani nie był to zamach, ani nie stoją za tym Rosjanie?
Nie dlatego, że ich lubię.
Ale dlatego, że wiem: oni są maksymalnymi pragmatykami. Absolutnie ich nie stać na jakieś gesty, zrywy, zaś wszystko, co robią, do kogo się uśmiechają lub kogokolwiek zapewniają o swojej przyjaźni, uwarunkowane jest tylko i wyłącznie możliwymi zyskami i wpływami.

Rosjanie odnoszą się do Polski z grubsza pogardliwie. Nie jest to kraj warty ich uwagi, nie jest on ani zbyt egzotyczny, ani zbyt zamożny. Nie odczuwają wobec Polski kompleksu niższości, wręcz odwrotnie. Postrzegają Polskę jako całkowicie niesamodzielne terytorium służalczo podległe USA. Polska nie wchodziła ani nie wchodzi w krąg ich zainteresowań politycznych, zaś jej rola w polityce zagranicznej Rosji po zbudowaniu Nord Streamu zmalała jeszcze bardziej.
Ktokolwiek by ni był prezydentem tego małozamożnego, niesuwerennego kraiku, nie stwarza dla Rosji żadnego zainteresowania, żadnego niebezpieczeństwa. Czy prezydentem Polski byłby jakiś Juszczenko, Achmadineżad lub Obama - postrzegany byłby jako mniej czy bardziej głośna szczekaczka. W żaden sposób Polska nie mogłaby skutecznie zablokować potrzebne Rosji inicjatywy i porozumienia gospodarcze, bo wystarczy choćby odrobinę wiedzy, a mniej romantyzmu, by wiedzieć, że gdzie są sprzedawca, kupiec, towar i pieniądz w portfelu - tam zawsze będą kręcić się interesy, i żadne reytanowanie, blokowanie, przyjęcie deklaracji i apeli nic nie zmieni. Zbyt mocne jest parcie na kasę, na interesy, zbyt kucym listkiem figowym jest deklarowana europejska solidarność, dbanie o prawa człowieka, o jakość demokracji itp.

Rosjanie nie mieliby żadnego powodu, by zabijać prezydenta Kaczyńskiego. Jego retoryka, wymierzona w Rosję, nigdy raczej nie wzbudzała politowania tej ostatniej, najwyżej tylko ubaw. Rosja, w odróżnieniu od samego prezydenta Kaczyńskiego, zawsze ze wszystkimi potrafiła się dogadać i miała swoich agentów wpływu w większości starych i nowych demokracji na tej planecie, samej Polski nie wyłączając (niech ktoś wreszcie się przyjrzy działalności Waldemara Pawlaka!).
I oto ta zabawna szczekaczka, mająca największe problemy z własnym stolcem i z własnym premierem, miałaby zostać celem zamachu? Cóż za niedorzeczność...

Do tego Rosjanie świetnie wiedzieli: prezydentura tego człowieczka dobiega końca, a szanse, że zostanie on wybrany ponownie, były mniej-więcej takie same, jak szanse na reelekcję Wiktora Juszczenki w jego własnym kraju. "Mniej, niż zero".

Nie było dla Rosjan tajemnicą również i to, jak słabym, przereklamowanym prezydentem był Kaczyński. Jak słabym był cieniem swojego brata. Gdyby Rosjanie myśleli przyszłościowo i chcieliby "czynnie" wpłynąć na stany polskich elit politycznych, doczekaliby się, aż międzynarodowy pociąg relacji Warszawa-Smoleńsk z Jarosławem Kaczyńskim na pokładzie wjedzie w ich przestwory. Wówczas nieznani chuligani mogliby przypadkowo ułożyć na szynach trochę cegieł i chrustu.

Paradoksalnie, rolę Rosjan w wydarzeniu "Smoleńsk-2010" można porównać do roli Sowietów w Warszawskim Powstaniu. Chcecie - walczcie, nie chcecie - nie walczcie, odpowiedzialność ponosicie sami, naszej pomocy się nie doczekacie, bo niby za jakie "zasługi" i w jakim celu mamy wam pomagać? Wykrwawicie się na własną odpowiedzialność i - co więcej - na własne życzenie.
Tak i tutaj. Nikt Kaczyńskiego do Rosji nie zapraszał. Skoro chce lecieć - niech leci, zabraniać nie będziemy. Żadnych prezydentów, kwiatów, dywanów i orkiestr na lotnisku. Rozpieprzył się - no cóż, trudno. Przylecieli, naśmiecili, narobili bałaganu, kupę problemów, a teraz jeszcze mają pretensje.

Korzystając z okazji, tak samo jak i po powstaniu, Polacy zaczynają narzekać: "nie pomogli, nie wsparli, a nawet niechlujnie przeprowadzili sekcję zwłok". Może Rosja powinna wystawić rachunek Polsce za przeprowadzone operacje i dochodzenie? To wówczas możliwa będzie reklamacja "na podstawie paragonu". A tak - jakie pretensje?

I przecież wcale się nie utożsamiam z Rosją ani z jej zachowaniem choćby w sprawie Smoleńska. Jednak widzę jasno: gdyby to rzeczywiście miał być zamach, działania Rosji byłyby już po katastrofie całkowicie inne. Byłoby coś, co całkowicie by się różniło od tradycyjnej rosyjskiej "pragmatycznej bylejakości", którą obserwujemy również w przypadku zachowań postsmoleńskich (sekcja zwłok, ochrona miejsca katastrofy itd.).

Nie, Rosja po Smoleńsku pozostaje po prostu sobą. Co ciekawe, Polska również pozostaje sobą, gdyż widać, że ani ułańska fantazja prezydentów / pilotów nie została ujarzmiona, ani beznadziejnie przegrane, potopione we krwi powstania niczego Polaków nie nauczyły. Pozostają na swoim miejscu cyniczna obojętność jednej strony i pretensje drugiej.

Jeżeli ktokolwiek pragnąłby takiego właśnie zamachu, należałoby go szukać nie w Rosji, lecz w samej Polsce.

Co uczynia wersję o zamachu całkowicie już nierealistyczną.

Pamiętamy znane powiedzenie: "ciężko odchodzić, ale jeszcze ciężej pozostawać".
Ukryty w nim jest głęboki sens. Rzeczywiście, łatwiej jest odjeżdżać, niż pozostawać na peronie i machać w ślad chustą lub ręką, biegnąc za oddalającym się oknem pociągu / autobusu.
A jeszcze ciężej jest, gdy żegnamy nie tylko bliską, ukochaną osobę, a połowę siebie samego.

Pod tym względem katastrofa smoleńska niewątpliwie najbardziej dotyczy Jarosława Kaczyńskiego.

I tu wypada zastanowić się nad jej wymiarem symbolicznym.

Dla mnie jej wymiar jest jednoznaczny - to poskromienie Jarosława Kaczyńskiego. Małego człowieczka o ogromnej pysze, który za wszelką cenę zapragnął rządzić tym krajem. Człowieczka, który w drodze do władzy nie przejmował się nikim i niczym. Który ubzdurał sobie, że jest godny być premierem, prezydentem, kimkolwiek tam jeszcze.

Jarku - to jest kara dla Ciebie. Kara nie od Rosjan, lecz od Losu, nazywanego przez niektórych bogiem. Ten oto "bóg" poszedł drogą Stalina, gdyż, by pokarać Cię najdotkliwiej jak tylko jest możliwe, poświęcił życie 95 innych osób. Widocznie, uznał, że ofiara była warta swego celu. Paryż wart był mszy... Gdzie drwa rąbili, tam wióry leciały...
Lecz ty tego nie zrozumiałeś. Nadal pchasz się na najwyższe urzędy, choć wiesz, że już za chwilę zostaniesz sam jak palec. Kota już nie ma, mama jeszcze jest... Jest niby jeszcze bratanica, ale, postawiona przez ciebie przed koniecznością wyboru między stryjem a małżonkiem, wybierze raczej ojca swojego dziecka, jakimkolwiek by nie był. Jeżeli jest normalna, oczywiście.

Tak - to ciebie uważam za winnego śmierci twojego brata, a pośrednio - i wszystkich pozostałych. Bo twój brat zawsze był zakładnikiem twojej niepohamowanej ambicji. Nie był doskonały w tym co robił, nie był nawet dobry - ale nie był cynikiem, nie szedł po trupach, nie uczynił z całego kraju zakładniczki swoich kompleksów. Cała jego osobista ambicja wyraziła się w odmeldowaniu tobie "wykonania zadania".

Jarosławie Kaczyński: to, że nawet po tym znaku losu ty nadal brniesz w swoją pychę, planując kandydowanie na urząd prezydencki, oznacza, że śmierć brata bliźniaka niczego cię nie nauczyła. Zmuszasz do myślenia, że nawet tego nieszczęsnego swojego brata traktowałeś instrumentalnie.

To się jeszcze na tobie zemści.

.

Z biegiem czasu...


 
Kiedy przeżywaliśmy kolejne narodowe histerie - w kwietniu 2005 i kwietniu 2010 - zastanawiałem się, jak będę oceniać po latach wydarzenia, postacie, reakcje...
Nie ukrywam, że tak samo jak i innych, ogarniało mnie przerażenie, rozpacz, strach przed utratą kogoś ważnego. Media podsycały moje emocje, epatowały kiczem, ztabloidyzowały odbiór wydarzeń. Cały otaczający nas świat w trzy miga zamienił się w żółto-czarną lub czarno-czerwoną stronę "Faktu", żałoby narodowe posypały się niczym z automatu...

Bałem się, że po latach, jak to zwykle bywa, obiekty tamtejszych wydarzeń ulegną jakiejś romantyzacji, idealizacji, nabiorą cech zupełnie niedostrzeganych za życia. Ciężko będzie ocenić na trzeźwo, co było dobre, a co było złe. Człowiek zwykle lepiej zapamiętuje dobre cechy, niż złe, więc zastanawiałem się, czy nie będę sobie po latach "płakał po papieżu" i uważał Kaczyńskiego za męża stanu...

Nic z tych rzeczy.

Po Wojtyle pozostało... uczucie niesmaku. Niesmaku po kiepskiej sztuce, po tanim odpuście, po kościelnym festynie z rozśpiewanymi siostrami, rozmodlonymi księżmi, kremówkami, górolami, barkami, Ludźmierzami, Fatimami i siostrami Faustynami. Niesmaku po tandecie, po głupocie, po Czesiach Dźwigajach i tych sryliardach wykreowanych "świętych", tak żeby każda parafia miała co najmniej jednego na własność. Niesmaku po totalnym płytkim uzewnętrznieniu całej strefy sacrum, po bezmyślnym ekumenizmie na poziomie ckliwych piosenek z Taize, śpiewanych pod gitarkę do "Boga" w przerwach między seksem na stogu siana.

Wojtyła urządził nam kilkudziesięcioletnią wiejską szopkę zamiast pontyfikatu - i to po tym, jak jego poprzednika otruto za próbę zaprowadzenia porządku w kościelnych finansach. Nie, to nie fabuła "Ojca chrzestnego", to niestety przykra prawda! Po czymś takim dostaliśmy kiepskiego aktora i jeszcze kiepściejszego poetę, klepiącego tandetę przez dwadzieścia parę lat, za to całkowicie wygodnego dla "świętych" przekrętasów od kościelnych finansów! Toż go nikt i nie tknął! Lucianiemu już po miesiącu podano przyprawioną herbatkę, a ten, o, puścił się w wojaże po planecie! Pasterz-rybak od siedmiu boleści...

Natomiast Kaczyński...
Nie, absolutnie nie przybyło mojej do niego sympatii. Nie umiem powiedzieć, czy gorszym prezydentem był Wałęsa, czy Kaczyński, ale samo to, że takie "ichmości" wybierane są na najwyższy urząd państwowy, budzi odrazę.
Czy Kaczyński obrósł w mity? Nie, na szczęście, zachowałem przytomność, więc cień współczucia, która mi się wykreowała tuż po jego śmierci, uległa rozsianiu. Z pustego i Salomon nie naleje, więc trudno mi uznać jakieś zasługi, których po prostu nie było. A że muzeum Powstania Warszawskiego tak jakoś średnio mnie obchodzi, to nawet tą jedyną, bezsprzeczną zasługą Kaczyńskiego nie umiem przykryć całej jego nieatrakcyjnej nagości.
Dodatkowo nie umiem jakoś zapomnieć tego, kto wsadził 96 ważniejszych w kraju osób do jednego starego radzieckiego samolotu. O ile pamięć mnie nie myli, był to właśnie Lech Kaczyński. No nic za to nie mogę, chyba tylko wzruszyć ramionami... Tak już to bywa, gdy taki nadęty udaje prezydenta...

No i pozostała jeszcze ta polska hańba - ta walka pod krzyżem, o krzyż, za krzyż, jak zwał tak zwał. Ta zbiorowa histeria ciemnego ludu, umiejętnie podgrzewana przez media i co bardziej zainteresowane osoby. Słomiany zapał chyba już minął i nic już nie zaśmieca zabytkowych widoków Krakowskiego Przedmieścia. Pewnie, przypadkowa trumna zawsze pozostanie na Wawelu, ale przynajmniej krucyfiksów pod pałacem nie będzie. Tyle dobrego...

Pozostanie nam tylko jeszcze wykopanie z ziemi wszystkich polityków i sympatyków prawicy, w celu sprawdzenia, czy oby denaci mieli tylko po jednej wątrobie w zestawie. (Aż się boje pomyśleć, co będzie, gdy się okaże, że wątroba jest przesadnie pomarszczona...)

PS. Dlaczego zawsze, gdy rozmawiam z osobą chorą na prawicowość paranoidalną sympatykiem prawicy, mój rozmówca prędzej czy później zaczyna mówić o Wojtyle, Kaczyńskim i Smoleńsku?
Dlaczego żaden lewak nie gada ze mną o Leninie, Marksie czy Pol Pocie? Ani o Fidelu, ani o Kimie? Ani nawet o Kwaśniewskim?

Na nieszczęście dla prawicowców - prawicowość nie jest chorobą zaraźliwą. Owszem, przekazywana jest genetycznie, ale nie jest zaraźliwa. Jakże bardzo Wam współczuję :) Wiem, jesteście przez to nieszczęśliwi :)

.

wtorek, 6 września 2011

Kto jest bez winy...

I znów wracamy do wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Smoleńsk. Katastrofa. 96 ofiar. Raport MAK, gra polityczna, raport komisji Millera. Setki, tysiące artykułów, wywiadów, dyskusji, godzin eteru. Mniej czy bardziej absurdalne hipotezy. Podział społeczeństwa polskiego i niewątpliwie rosyjskiego. Szczera chęć wyjaśnienie prawdy, szczere mataczenie, szczera próba zrobienia sobie kariery politycznej na ludzkiej tragedii. Ckliwa rozpacz jednych i zadziwiające zobojętnienie drugich.

Co można z tego wszystkiego zrozumieć? Chciałbym spróbować poszeregować przewinienia poszczególnych osób i urzędów, tak oby usystematyzować posiadaną wiedzę. Nie twierdzę, że wszystko doskonale wiem, ani że jestem absolutnie na bieżąco we wszystkich szczegółach wyjaśnienia tej sprawy. Ta próba - czy będzie udana, czy nie - jest próbą zmierzenia się z własną obojętnością, która coraz bardziej pochłania mnie w związku z myśleniem o katastrofie samolotu prezydenckiego.

Wina po stronie Polski: 

1. Wina kpt. Protasiuka 
a. Brawura intelektualna, polegająca na wzięciu na siebie całkowitej odpowiedzialności za los lotu przy całkowicie biernej i niedoświadczonej reszcie załogi. Nadmiar problemów przerósł możliwości percepcji kapitana;
b. Niedostrzeżenie faktu posługiwania się innym wysokościomierzem, niż wymagały przepisy;
c. Zbyt częste poleganie na automatyce, która ostatecznie zawiodła (autopilot);
d. Nadmierna pewność siebie, jeżeli chodzi o posługiwanie się językiem rosyjskim. Co to, próba pochwalenia się przed Rosjanami, jacy to z nas poligloci? W przypadku ekstremalnej sytuacji dowódca zdawał się nie rozumieć dokładnego sensu komend wydawanych w obcym języku.
e. Kapitan Protasiuk był bezpośrednim sprawcą technicznym katastrofy.

2. Wina członków załogi 
a. Pozostali członkowie załogi byli niedoświadczeni i niezgrani jako drużyna. Nie podjęli się wykonywania obowiązków należących bezpośrednio do nich. Żaden z nich nie wymusił na kapitanie właściwego podziału obowiązków. Żaden z nich nie był kapitanowi pomocny w sytuacji kryzysowej. Załoga w zasadzie była zestawem figurantów, nieponoszących żadnej odpowiedzialności za właściwy przebieg lotu.

3. Wina kierownictwa wojskowego 
a. Niewłaściwe kierowanie 36 Specjalnym Pułkiem Lotnictwa Transportowego, skąd pochodziła załoga;
b. Rezygnacja z symulatorów tupolewa;
c. Tolerowanie naginania przepisów, niewłaściwe zarządzanie systemem szkoleń i doborem załóg lotniczych.

4. Wina prezydenta Lecha Kaczyńskiego
a. Zaproszenie na jeden samolot aż tylu ważnych osób z kierownictwa krajowego;
b. Stworzenie ogólnej niekomfortowej atmosfery dla pracy załogi samolotu prezydenckiego (wydarzenie w Tbilisi);
c. Brak podjęcia decyzji i wydania stosownego polecenia w momencie, gdy już było wiadomo, iż warunki atmosferyczne uniemożliwiają wylądowanie w Smoleńsku.

5. Wina bliżej niesprecyzowanych czynników zależnych od władz Polski 
a. Stworzenie sytuacji, w której dochodzi do dwóch równoległych wizyt dostojników państwowych, każda z których jest zorganizowana z myślą o niedopuszczeniu konkurencyjnej części kierownictwa państwa do wzięcia w niej udziału;
b. Tolerowanie niedopuszczalnych praktyk panujących w wojsku i jego kierownictwie;
c. Zaniedbanie kwestii bezpieczeństwa w przewozach najważniejszych osób w państwie i posługiwanie się samolotami o zdecydowanie przestarzałej konstrukcji.

Wina po stronie Rosji 

1. Wina kontrolerów lotu 
a. Nieprecyzyjne podejście do swoich obowiązków, wyrażające się w posługiwaniu się nienormatywną leksyką, wydawaniu nieprecyzyjnych poleceń, nieposługiwaniu się językiem angielskim. Brak stuprocentowej odpowiedzialności za swoją część pracy, typowo rosyjski luz i woluntaryzm.

2. Wina bliżej niesprecyzowanych czynników krajowych 
a. Ubogie i wadliwe wyposażenie lotniska Smoleńsk Północny;
b. Dopuszczenie lotniska o takim stanie wyposażenia do obsługi lotów międzynarodowych;
c. Niedziałające lub częściowo niedziałające światła na pasie startowym.


Nie wiem, czy wszystko opisałem dokładnie, ale starałem się niczego nie przekłamać. Drobne kwestie techniczne, jak to np. obecność w wieży kontroli lotów osób o niezrozumiałych kwalifikacjach i obowiązkach, czy też działania służb obu krajów już po katastrofie, niemających wpływu na jej przebieg, pominąłem.

.

piątek, 1 kwietnia 2011

Solidarni z Mgłą

 
Zbliża się miła rocznica, a internet, jak nigdy, pełen jest teorii spiskowych na temat zabójstwa Lecha Kaczyńskiego przez Rosjan. Papra się w tym nasza "elita" polityczno-publicystyczna, która z całych swych sił próbuje zorganizować nowy potężny "układ", tym razem składający się z siebie samych. Grunt to wmówić mieszkańcom Polski, jak mają żyć, co myśleć, jak postrzegać świat i jak reagować na to, co się dzieje dookoła.

Gnuśne. Obrzydliwe.

"List z Polski", "Solidarni-3010", "Mgła" - cóż to za masturbacja! Co za upojenie swoim z ch... wyssanym cierpieniem! Co za cudowna okazja obwieścić światu o swoim istnieniu! Co za cynizm, co za wykorzystanie świetnej okazji - śmierci 96 osób - by wypromować siebie i głoszone prez siebie tezy, by zostać od siedmiu boleści prorokiem, by dostać szansę na swoje pięć minut w tym życiu!

Panowie i Panie, zadajcie sobie trudu pomyśleć nad następującym:

czy zdajecie sobie sprawę,
  • że zohydzacie pamięć poległych 10 kwietnia 2010?
  • Że mamy ich pamięci serdecznie dość - nie przez to, kim byli, a przez Was, dzięki Wam?
  • Że zaczynamy odczuwać paradoksalną, złośliwą satysfakcję z tej katastrofy?
  • Że dochodzi do tego, że jesteśmy wdzięczni Rosjanom, jeżeli rzeczywiście zaplanowali oni zamach?
  • Że zastanawiamy się, kto by łaskawie zorganizował podobny zamach na Was i Wam podobnych?
  • Że wreszcie Polska wcale nie jest "sexy", jakby chcieli wiejskiego pokroju lokalni celebryci, lecz Polska jest bardzo obciachowa, z tą swoją natrętną mazochistyczną masturbacją i po tym pierwszym Katyniu, i po tym drugim, ze swoim Kaczyńskim-prezydentem czy to żywym, czy to martwym...?
  • Że przysłygujecie się Polsce w sposób wybitnie negatywny, bo swój obciach roznosicie po całym świecie, czyniąc z niego ideologię narodową?
Czy Wy w ogóle zdajecie sobie sprawę z tego, jak Polska postrzegana jest w świecie? Dzięki takim, jak Wy?

Większość tego narodu nie chce z tym mieć nic wspólnego i nie pozwoli sobie narzucić tę ideologię!

Na Waszą pohybel dojdzie do tego, że w roku przeciętnego Polaka będzie "364 dni bez Smoleńska". Bo wiecie, każda propaganda wywoła kontrpropagandę.

Świętokradztwo?
A i owszem.

Taki rozpuszczalnik Waszego tłuszczu. Odtrutka na waszą "prawdę objawioną". Nasze jarstwo w odpowiedzi na Wasze... świństwo.

"Gazeto Polska", jesteś gazetką polskojęzyczną w znacznie większym stopniu, niż jakakolwiek "Wyborcza". Szkodzisz Polsce i Polakom tak, jak nigdy żaden Kiszczak nie zaszkodził.

"Usłużny dureń jest bardziej niebezpieczny, niż wróg", powiadają bracia Rosjanie. W Polsce przetłumaczono to nieco inaczej, a mianowicie "Usłużny głupiec gorszy jest od wroga", co trochę osłabia napięcie, bo nie wyjaśnia, dlaczego gorszy. A więc gorszy, bo niebezpieczniejszy.

Nie Rosjanie - Polacy powinni to powrtarzać!

piątek, 1 października 2010

Polski kretynizm polityczny

              
   Kim jest ten jegomość, co pozwala sobie wraz z jakąś babą jagą wysyłać te plugawe teksty do polityków całego świata, wystawiając na pośmiewisko cały - własny zresztą, ale przecież nie tylko - kraj?
Kurczę pieczone, co to za Napoleon? Z jakiego oddziału uciekł?

Proszę Państwa PiSiarzy, nie bądźcie śmieszni! 
Naprawdę uważacie, że ktokolwiek na świecie serio przejmował się "wielkim polskim prezydentem" Lechem Kaczyńskim, śmiesznym nawet w oczach własnych rodaków? Chciał jego zagłady? Obawiał się jego wspaniałego sumienia, historyzmu myślenia i wspaniałej skuteczności prowadzonej przez niego polityki?

Myślicie, że śp. prezydent Kaczyński był bardziej znany i bardziej istotny w świecie, niż jacyś prezydenci Rumunii, Chorwacji czy Albanii? Ależ z jakiej paki tak sądzicie? Może pochwalicie się swoją własną wiedzą (bez pomocy Wikipedii), kto jest np. aktualnym prezydentem Macedonii? Bo co, oglądacie ohydną prowincjonalną miejscową telewizję o ksywie "TVP", chodzicie co niedziela do świontyni i uważacie się przeto za centrum wszechświata? To wyjedźcie sobie na chwilę zagranicę i spróbujcie dostrzec, jak minimalnie mało miejsca Polska i jej sprawy - a już tym bardziej jej prezydent, martwy czy żywy - zajmują w świadomości Niemców, Włochów, Brytyjczyków czy Rosjan. Co więcej - umiłowanych przez Was Amerykanów one zajmują zdecydowanie jeszcze mniej!
A Władimir Iljicz Władimirowicz, ten oto umiłowany przez was straszak na wrony, pewnie się zastanawia, czym sobie napędził tak nadmierne sobą zainteresowanie z Waszej strony. I gryzie się w łokieć, że jakiś diabeł namówił tego klauna roztłuc się na terenie właśnie jego kraju.
Większej zemsty "skuteczny polski prezydent" nie mógł Putinowi zafundować. Wobec tego jakieś tam blokowanie rozmów z UE i podróże do Gruzji - to pestka.
Oto Wasza skuteczność - "rozmażmy się plackiem przed Putinem - a będzie miał problem z posprzątaniem". 

Cóż to za pycha! Co za rozdęte ambicje, co za duma, dosłownie niczym, żadnymi dokonaniami nie poparta! Co za zero bez pałeczki! Fotygo, Kaczyński, spójrzcie na siebie w lustro! Jesteście najzwyklejszą hańbą Polski, doprowadzacie do tego, że inni zaczynają się wstydzić przyznawać do tej samej narodowości, co Wy!

OK, powiecie, że Polska to nie Chorwacja, że ma o wiele więcej mieszkańców, zatem odgrywa "wiodącą rolę" w polityce światowej?

Dobrze, zatem śp. prezydent Kaczyński odgrywał w światowej polityce rolę podobną do roli prezydenta Bangladeszu (162 mln mieszkańców).

Świat ma swoje problemy, a uważać, że jakieś "ciemne siły" uwzięły się na Polskę, kraj z przedostatniej półki licząc od dołu, oznacza chorować na paranoję. 


Największe ciemne siły bowiem drzemią w Waszych duszach. 

.

poniedziałek, 13 września 2010

Kain i Abel

  
   (podobieństwo postaci i wydarzeń jest zupełnie przypadkowe.)


Oni już wiedzą, kto zabił. Ten rudy lis, wnuk swojego dziadka, wraz z kondominialnym rządem i ruskim specem rodem z KGB, pełniącym dla niepoznaki funkcje premiera "zaprzyjaźnionego" kraju. To ONI zgładzili Polskiego Prezydenta, Który nie godził się na VI, przepraszam, VIII rozbiór Polski przez zachłannych sąsiadów. Niezależna Od Zdrowego Rozsądku Kommissyja Maciorewicza usiłuję udowodnić wszystkim, że właśnie tak i było.

Ale my wiemy swoje.
Wiemy, kto zabił.
Brata zabił brat.

Bo niby dlaczego Jarosław nie poleciał razem ze wszystkimi? Dlaczego w ostatnim momencie zmienił decyzję i postanowił jechać pociągiem?
Dlaczego w Orędziu do Braci Rosjan padło owe sakramentalne "spasiba"?

Otóż dlatego, iż to właśnie Jarosław - w zmowie z Putinem - zaplanował i urzeczywistnił zagładę Polskiego Prezydenta.
Dodajmy: prezydenta marnego, niemającego żadnych szans na reelekcję, co nawet ostatni jeż w tym kraju rozumiał.
Tyle że Lech Kwaczyński to nie Marcinek Kaziukiewicz. Nie dało się go odsunąć i przejąć stery samemu. Nie było jak naprawić tę marną prezydenturę i wziąć odpowiedzialność za losy kraju na siebie. Przecież gdyby zamiast kandydatury żywego i wyszydzanego nieudacznika Lecha wystawić Jarosława, ten dostałby jeszcze mniej głosów, niż Napierniczak!

A tak - proszę, popatrzcie. Lecha nie ma, a Jarosław otrzymał wspaniałą, niepowtarzalną szansę doprowadzenia do zrywu narodowego na swoją korzyść, szansę na prezydenturę. Ogrom współczucia, możliwość prawie autentycznej własnej zmiany wizerunkowej... Możliwość pogrążenia przeciwników politycznych poprzez oskarżenie ich o zaniechanie, wręcz o zabójstwo. Cóż to za magiczny splot cudownych okoliczności!

Przemka Gosia było nie szkoda - ostatnio coś za bardzo się wybijał, Wodzowi nie było to na rękę. Co tam Goś, skoro nawet biedną panią Elżbieciak Prezes za chwilę zmusi do własnoręcznego wykopania sobie grobu i strzału sobie w łeb - z zastrzeżeniem "nierozgłoszenia ustaleń wewnątrzpartyjnych" wrogim mediom.
Pozostali pasażerowie - no cóż, to zwykłe mięso armatnie, bo, jak mawiał Iosif Wissarionowicz, jeden z guru tegoż "zaprzyjaźnionego kraju", "les rubiat - szczepki letiat" (gdy się tnie las - lecą drzazgi). Innych pań - nawet tych z PiSu - Jarosław jakoś nigdy nie darzył szczególną sympatią... Co innego, gdyby do Katynia wybierał się Zbyszek Zero - z pewnością dla niego znalazłoby się miejsce w prezesowym przedziale wagonu sypialnego Polskich Kolei Państwowych SA. Na górnej zapewne półce.
Pamiętajmy i o tym, iż Maria K. z Jarosławem nigdy nie przepadali za sobą - gdyż najwidoczniej Lech niegdyś w chwili swej słabości zdradził ideały szczególnego rodzaju bliskości braterskiej, jakże często właściwej istotom jednojajowym. A zdrady Słońce Żoliborza nie daruje nigdy i nikomu.

Kosmiczny impuls elektrorezonansu biomagnetycznego zadziałał, i kiepski radziecki pseudobombowiec rozpadł się na części pierwsze, nie radząc sobie z koszeniem trawy. Dziękuję Putinowi - pomógł, nie zawiódł, widocznie, miał przejąć dla Gazpromu siatkę polskich rurociągów lub wejść w posiadanie firm skarbu państwa. Gdyby się udało, gdyby tylko Jarosławowi na fali ludowego współczucia udało się dostać do pałacu... Owe "pojednanie z Rosjanami" zyskałoby wówczas znacznie trwalszy wymiar, niż to, co prezentuje sobą Jarosław obecnie, gdy się NIE udało.

Panie Jarosławie. Czy Pana teczka jest nadal w Moskwie?

.

środa, 14 lipca 2010

Krzyż przed Pałacem Prezydenckim

 O co chodzi z wrzawą dookoła pozostawienia pamiątkowego krzyża przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie?

Przecież cały ten krzyż jest potrzebny przed pałacem tylko po to, by PiS wkupie z jego zwolenni[cz]kami mogło urządzać codzienne demonstracje, "czuwania" i modły przed prezydentem Komorowskim! Blokować wjazdy do pałacu, krzyczeć w megafony, kłaść się krzyżem... :/ 

(Zaledwie dzień później): Ot, i proszę. Już zgromadzamy się na nocne czuwania, klepiemy różaniec, słuchamy Radyja-Co-Ma-Ryja, wyzywamy panów Tuska i Komorowskiego od "żydków" i "bolszewików".
Czy ktoś może myślał, że będzie inaczej???

Prezydenta-Polaka, rozumicie, im Rusek-Tusek z Pucinem zabili. A gdyby zginęli sami Szmajdziński z Karpiniukiem, toby pewnie zabiła ich Opatrzność, no nie?? Sprawiedliwość Dziejowa, Pamięć Przodków, Cienie Ofiar Katynia, by swoją obecnością nie plugawili "święte, bezcenne Mogiły", co?? Ożeż gnidy, jakżem gardzę wami!

===
NIE dla okupacji Krakowskiego Przedmieścia przez PiSiarzy! Starczy już tam "modłów pod Wyszyńskim"! Dajcie nowemu prezydentowi pracować normalnie, bez waszych demonstracji! 

"Początek niszczenia mitu Lecha Kaczyńskiego"? Jakiego, do jasnej cholery, mitu?! Dość nam mitów, chcemy konkretów, kompetencji i pracowitości! Swoje PiSowskie mity zostawcie sobie i jedźcie na śniadanie z chlebem i masłem! Szkoda mi człowieka, szkoda wszystkich towarzyszących prezydentowi ludzi, ale jego obecne miejsce jest w TRUMNIE, a dwóm zdaniom o jego "dokonaniach" miejsce w odległych podręcznikach historii! "Spuścizna duchowa św. Lecha", jego "testament polityczny", "kontynuacja dokonań" - przestańcie wy śmieszyć kur w kurniku! Nie róbcie z ludzi wariatów, lepiej sami się leczcie! 

Sprzątnąć ten krzyż i wyszorować płyty chodnikowe z tego brudu! 

.

środa, 19 maja 2010

Lech Kaczyński: próba refleksji

Zastanawiam się wciąż nad tym, jakim prezydentem był Lech Kaczyński.

Niestety, prawda jest taka, że nie każdy "dobry pan" czy ktoś z "pięknym życiorysem", czy też "swój w dechę" lub "patriota", a nawet "profesor [czegokolwiek]" ma predyspozycje do bycia prezydentem czy premierem. Nie każdy i nie zawsze. Bardzo często nic dobrego z tego nie wychodzi, a potem mamy obrazy na szczycie państwa, zachowanie godne rozkapryszonego bachora, spapranie wizerunku kraju, ogólny brak zaufania Polaków do urzędu, a wreszcie - stracone lata, kiedy nikt w takich warunkach (rodem z piaskownicy) niczego nie osiągnął.
Wystarczy ktoś o profilu psychologicznym Lecha Kaczyńskiego czy Anny Fotygi na czele państwa.
Przykre. Bo to i nie mogło skończyć się sukcesem. Mimo wyższego wykształcenia, patriotyzmu, miłości do Ojczyzny i pięknych zamiarów.

Osobiście radzę zapoznać się z bardzo ciekawym artykułem Marcina Wojciechowskiego, jednego z najlepszych polskich dziennikarzy.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Jeszcze się policzymy!

                    


 "Jeszcze się policzymy" - powiedział, jak się okazuje, prezydent Lech Kaczyński do kpt. Grzegorza Pietruczuka po wyjściu z samolotu, który wbrew rozkazowi Szefa Państwa nie wylądował jednak w Tbilisi (12.08.2008).


Ot wam i cały Lech Kaczyński. Napuszony, zakompleksiony i rozkapryszony bachor.
Nie, z całym szacunkiem, ale nie był on dobrym prezydentem. Był wręcz fatalnym prezydentem.
I proszę nie płukać nam mózgu, że czegoś nie rozumiemy, że było inaczej, i że mamy chcieć kontynuowania takiej polityki.


.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Cantobiografia Lecha i Marii

"Cantobiografia Lecha i Marii"
muzyka Piotr Rubik, słowa Janusz Śniadek
---
1. Świt nad Żoliborzem (wstęp symfoniczny – orkiestra)
2. Jacek i Placek (scherzo symfoniczne – orkiestra)
3. Tragiczne komunizmu czasy (Larghetto doloroso e pesante – orkiestra)
4. „Polsko, Ojczyzno moja” (Aryja – baryton, orkiestra, chór, taniec)
5. „O podła WRONo, dlaczegoś mnie nie internowała?” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
6. Alik, to tylko kot… (Aryja – tenor, orkiestra, taniec)
7. Piękna niby róża (Aryja z duetem – sopran, baryton, orkiestra, taniec)
8. Leszko i Myszko (Duet – sopran, baryton, orkiestra, taniec)
9. „Maryja a Maria – któraż mi bliższa?” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
10. „Wstrętny Wałęso, ja cię już nie lubię” (Duet z chórem – baryton, tenor, chór, orkiestra, taniec)
11. „Niech Jaruzel nie poucza mnie, jak żyć i kogo odznaczać” (Aryja – baryton, orkiestra, taniec)
12. „Spieprzaj, dziadu, czyli dlaczego media mnie nie lubią?” (Galop z chórem – baryton, chór, orkiestra, taniec)
13. Premier gorszy od dziadka (Rapsodyja historyczna – orkiestra, taniec)
14. Zabierzmy do Lizbony dodatkowe krzesło (Recytatyw z chórem – sopran, chór, orkiestra, taniec)
15. „Kochany Misziko, ilu zabiłeś ruskich?” (Ballada o Bohaterze Saakaszwilim – baryton, orkiestra, taniec)
16. Lechas Kačinskas (Allegro moderato e serioso – orkiestra, taniec)
17. „Tyś naszą Matką na każdy dzień!” (Toccata i fuga – baryton, tenor, orkiestra, taniec)
18. „Panie, ląduj, bo uprowadzę samolot!” (Recytatyw – baryton, orkiestra, taniec)
19. Zmierzch nad Żoliborzem (Intermezzo symfoniczne – orkiestra)
20. Czerwone goździki na Monte-Katyniu (Pieśń – wszyscy, chór, orkiestra, taniec)
21. O Grodzie Kraka, tyś godny jest Wawelu (Aryja z chórem – sopran, chór, orkiestra, taniec)
22. Plejada gwiazd i dwa miljony ludzi (Uroczysty marsz – orkiestra, taniec)
23. „Kochamy Cię, Obamo!” (Chór – wszyscy, orkiestra, taniec, oklaski)
----------------
998 900 zł + VAT

piątek, 16 kwietnia 2010

Ujadanie nad grobami


Mam prośbę.


Zaprzestańmy tego świntuszenia nad grobami.
Pochowajmy Ich godnie.
Nie istotne, czy na Wawelu, czy nie na Wawelu, czy w Krakowie, czy w Warszawie. Po prostu, nie rozmieniajmy się na drobne, nabierzmy trochę dystansu do siebie i szacunku do śmierci.

Ich można godnie pochować nawet na wiejskim cmentarzu, na pohoście, bo godność zależy nie od wyniosłości miejsca i nie od zasług umarłych, lecz od stanu naszych dusz.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Kocham Kraków.


Ale jestem Warszawiakiem.
Bardzo bym chciał móc odwiedzać grób Prezydenta w moim mieście. Nie ma znaczenia, czy "godzien", czy "nie godzien", bo wcale nie o Wawel tu chodzi. W końcu, królowie leżą w grodzie królewskim, ale prezydenci powinni być w mieście prezydenckim.
Oficjalne delegacje, przybywające do stolicy, mogłyby składać kwiaty nie tylko na pomnikach Bohaterów i Powstańców, ale i na grobie tragicznie zmarłego Prezydenta - pierwszego w naszej historii nowożytnej. Czy musiałyby jechać do Krakowa? Nie, po prostu pominą tę możliwość.
Lech Kaczyński był Warszawiakiem. Był również prezydentem tego miasta. Po co wywozić Go do Krakowa?

Adam Michnik o Lechu Kaczyńskim: Serce mnie boli gdy myślę o tym co się stało


- Jestem wstrząśnięty. To nieoczekiwane, niezasłużone nieszczęście, które spotkało naszą ojczyznę - mówi Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" (oryginał materiału).
Śmierć zawsze zmienia wszystko. Za życia krytykujemy, negujemy, pozwalamy sobie na wiele - bo zawsze istnieje szansa, że człowiek się zmieni, coś zauważy, naprawi, albo zepsuje jeszcze więcej. To jest normalne, bowiem i my sami, krytykujący prezydenta, poddawani jesteśmy krytyce naszego własnego otoczenia. Tak działa świat. Jednak w momencie tragicznej śmierci okazuje się, że nie ma już szans ani na zmianę, ani na wyrównanie, ani nawet na przeprosiny - pozostaje tylko gorycz, że nic się już nie da zrobić ani zmienić. Ale pamiętajmy, że, gdyby wszystkich naszych Świętych za życia szanowano jako świętych - Świętymi oni by nigdy nie zostali. Ci, którzy zabijali pierwszych męczenników chrześcijańskich, przysłużyli się im w ten sposób, bo gdyby panowała zgoda i pokój, nikt by o tych chrześcijanach nie słyszał. Zatem rachunek sumienia jest nieunikniony - i nie należy wątpić w jego szczerość. Śmierć zawsze zmienia wszystko; nie bylibyśmy ludźmi, gdyby, będąc za życia Kaczyńskiego jego przeciwnikami i krytykami, nie pochylili czoła teraz, gdy dokonała się ta ofiara. Wierzę w Pana smutek, Panie Adamie.
------------------------
[url=http://www.organ-music.net]Muzyka organowa[/url]
Śmierć zawsze zmienia wszystko.
Za życia krytykujemy, negujemy, pozwalamy sobie na wiele - bo zawsze istnieje szansa, że człowiek się zmieni, coś zauważy, naprawi, albo zepsuje jeszcze więcej. To jest normalne, bowiem i my sami, krytykujący prezydenta, poddawani jesteśmy krytyce naszego własnego otoczenia. Tak działa świat.
Jednak w momencie tragicznej śmierci okazuje się, że nie ma już szans ani na zmianę, ani na wyrównanie, ani nawet na przeprosiny - pozostaje tylko gorycz, że nic się już nie da zrobić ani zmienić. Ale pamiętajmy, że, gdyby wszystkich naszych Świętych za życia szanowano jako świętych - Świętymi oni by nigdy nie zostali. Ci, którzy zabijali pierwszych męczenników chrześcijańskich, przysłużyli się im w ten sposób, bo gdyby panowała zgoda i pokój, nikt by o tych chrześcijanach nie słyszał. Zatem rachunek sumienia jest nieunikniony - i nie należy wątpić w jego szczerość.
Śmierć zawsze zmienia wszystko; nie bylibyśmy ludźmi, gdyby, będąc za życia Kaczyńskiego jego przeciwnikami i krytykami, nie pochylili czoła teraz, gdy dokonała się ta ofiara.
Wierzę w Pana smutek, Panie Adamie.

Trochę refleksji nad losem Człowieka



Powiem tak.
Jestem osobą niezwiązaną z Kościołem i kieruję się innymi zasadami, niż te wynikające z "prawd wiary".
Nie głosowałem ani na Kaczyńskiego, ani na PiS. Nie uważam też, że Lech Kaczyński był dobrym prezydentem.
Ale NIE MUSIAŁ GINĄĆ.
Miał prawo do życia, do sprawiedliwej oceny, do porażki wyborczej, wreszcie do powszechnej krytyki i wreszcie do tego, żeby ktoś go z Pałacu wykopał.
Jego życie jest jednak dla mnie cenne. Tak samo, jak i życie pozostałych osób na pokładzie, jakiekolwiek wartości by sobą nie reprezentowały. Nikt z nich na śmierć nie zasługiwał, nikt nie musiał umierać tak głupio, tak przypadkowo. I żałoba narodowa jest jak najbardziej na miejscu. Niech no zgadnę, że wśród tych stu tysięcy żegnających nawet połowa na Kaczyńskiego nie głosowała. Ale ci ludzie znaleźli w sobie pokłady współczucia, i to charakteryzuje ich z jak najlepszej strony.
Bo nie jest ważne, czy prezydent im odpowiadał - ważne, że był Prezydentem, oraz - że kochał Polskę i był jej patriotą. A jeżeli ktokolwiek kocha swój kraj, to nie musi się zgadzać z Kaczyńskim, musi natomiast odczuwać pewną z nim więź, pewną solidarność. Inaczej - niestety - jest nikczemnym bydlakiem bez rodowodu.
W końcu, prezydent nie utopił się w wannie i nie przedawkował trawy, nie zasłabł podczas wizyty w burdelu.
Zginął godną, choć przypadkową i przez to przerażającą śmiercią, wykonując swoje zadanie.

Nie mogę milczeć



Panie Prezydencie.

Nie głosowałem na Pana, ale proszę mi wierzyć, że i ja, i większość z nas bardzo by chciała, żeby Pan żył.