Dlaczego?
Bo ponoć PO zamordowało Lecha Kaczyńskiego. Jest to nam wtłaczane do mózgu od lat. Lecha Kaczyńskiego zamordowali "peło", Tusk, Komoruski, Niesiołowski, Arabski, Sikorski i pewnie nawet pani Wziątkiewicz-Hajs z Owsiakiem.
Owszem, PO jest winne tego, że mały, miałki człowieczek, jakim był Lech Kaczyński, poczuł się jeszcze mniejszy, jeszcze bardziej miałki, jeszcze bardziej zakompleksiony. Postanowił przykryć własne kompleksy megalomanią, dlatego napakował cały samolot ludzi i wybrał się do Smoleńska świętować własną rocznicę. Wybrał się z hukiem i, cóż, na trwale, lecz w sposób żenujący, zapisał się do polskiej historii. Pociągając za sobą 95 swoich zakładników.
Więc owszem, PO jest winne - tego, że wówczas rządziło.
A teraz rządzi PiS. A "my" mamy swojego zamordowanego prezydenta. I to zamordowanego dosłownie, nie w przenośni. Nie własna głupota, pycha i megalomania roztrzaskała tego prezydenta po smoleńskim lesie.
PiS jest winne tego, że od lat prowadzi nagonkę na Owsiaka i WOŚP. Całym sobą, za pomocą każdej swojej gęby i kępy, za pomocą TVP, swojej kurwizji i ziemca-tasiemca. Dlatego ś.p. prezydent Gdańska, zamiast wrzucić datek i spokojnie spędzać sobie niedzielny wieczór na domowej kanapie, musiał osobiście kwestować i uczestniczyć w finale Orkiestry. Musiał samorządowo bronić WOŚP przed atakami władzy centralnej i jej goebbelsowskiej propagandy. Musiał, choć, powiedzmy sobie szczerze, był już po wygranych wyborach, a więc już NIC nie musiał. Chciał i bronił, kierowany humanizmem, nie kalkulacją polityczną.
Im mniejszą karę poniesie pisowska pacynka - faktyczny morderca prezydenta - tym większą karę poniesie bezpośrednio PiS.
Czy ta śmierć sprawi, że się opamiętamy, że zaprzestaniemy nienawidzić siebie i swoich bliźnich, że zażegnamy prawdziwą wojnę domową?
Skądże.
Ta śmierć wszystko jedynie spotęguje. Tak jak śmierć JPII, tak jak śmierć Kaczyńskiego. I nie ma wątpliwości, że pierwsi się wyłamią rozmodleni pisowcy. Ich rozkoszowanie się modlitwą jest tak samo szczere i długotrwałe, jak "wycofanie się z polityki" podłej Kryśki Pawłowicz. "Wstrząs" pana Dudy, męża nie stanu, lecz Pierwszego Wieszaka, szybko minie i ustąpi miejsca temu, co zawsze go cechuje - nienawiści wobec innych, przyprawionej banałami i komunałami swojej mowy, swojego życia i postępowania.
Nie pozostaniemy im dłużni. Teraz My! Teraz my mamy swojego Prezydenta, Który Zginął. Nie zapomnimy, jak to PiS od lat srał nam na mózg, przekonując o zdradzie - zmowie Tuska z Putinem. A my daliśmy przyjąć tę ich narrację, choć z takim samym powodzeniem mogliśmy im wypomnieć zwrot św. Jarozbawa do "braci-Rosjan", z tym jego "spasiba" Putinowi. Jakoś o tym wszyscyśmy zapomnieli, jakże niesłusznie! Daliśmy wytrącić sobie inicjatywę pamięciową i narrację historyczną. Teraz nie damy. Nie damy sobie wmówić, że druga strona jest "pogrążona w modlitwie" i "wstrząśnięta". Owszem, jest wstrząśnięta, bo sra po gaciach. To nie jakaś afera z zarobkami prostytutek Głapińskiego, to ŚMIERĆ popularnego samorządowca, który nie brał udziału, nie "zawinił" w niczym, o co oskarża PiS swoich przeciwników.
Dlatego życzę dużo zdrowia i długich lat życia panu Dudzie i całej reszcie tych gnomów, tych miernot, tych płaszczaków, tych moralnych i ludzkich nicości. Przyda im się na procesy i wyroki.
Pawła Adamowicza zamordował PiS, "Prawo i Sprawiedliwość". Pamiętamy o tym i będziemy pamiętać. Nie zapomnimy, a już zwłaszcza w imię "pogodzenia narodowego", które nagle, lekką ręką, zaczęła nam narzucać kurwizja. Owszem, pogodzimy się z wami, jak będziecie siedzieć, jak szczeźniecie w otchłani politycznego niebytu.
Jakież to podłe - popełnić zbrodnię, po czym natychmiast zacząć krzyczeć o konieczności pogodzenia się i zakopaniu toporu wojennego... Tak jakby sam Eligiusz Niewiadomski, miernota nad miernoty, zaczął nawoływać o niewykonanie wyroku w imię zgody narodowej!
Lecz my musimy rozliczyć nie dzisiejszego Niewiadomskiego, ale "innych szatanów", co "byli tam czynni". Uprzejmie podpowiadam: nie chodzi o samego tylko Jarosława Kaczyńskiego. Zastępy jego tłuszczy, jego pozbawionych twarzy i osobowości mas, obejmie zbiorowa odpowiedzialność.
A w końcu dojdzie do kolejnego przewrotu majowego. Tyle że tym razem to nie Kaczelnik Państwa go przeprowadzi. A i społeczeństwo nie będzie bierne. Nie te czasy, nie ci ludzie...
Mam tylko nadzieję, że w jednym będziemy lepsi od pisowców. Że nie zrobimy pośmiertnie z Adamowicza świętej i niepokalanej panienki, że nie zmanipulujemy i nie przekłamiemy historii. Bo to, mimo wszystko, był człowiek z krwi i kości, a sprawy jego nieruchomości i rozliczeń finansowych pozostają wątpliwe. Nie powinno być kultu Pawła Adamowicza, ani "męczeństwa w służbie ojczyźnie", jak pozycjonuje panujące nam PiS swojego "bohatera" - "prezydenta tysiąclecia" Lecha Kaczyńskiego. Jedynego bohatera... prawdziwą mysz, którą urodziła ta patriotyczno-bogoojczyźniana góra.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 stycznia 2019
piątek, 11 listopada 2011
Mianowane pustostany
Mianowane pustostany i zera bez pałeczki, hodujące dupy w tzw. polskim parlamencie, głośno szydzą z posła Biedronia, który, broniąc kandydatury Wandy Nowickiej na wicemarszałka sejmu, oponował przeciwko użyciu wobec niej jakichś błahych wypowiedzi członków rodziny tejże. Użył sformułowania "cios poniżej pasa" - który, choć w polszczyźnie spotyka się całkiem często, wśród niedowartościowanych seksualnie bydlaków posłów wywołał zupełnie jednoznaczne skojarzenia, a mianowicie, jak sądzę, z objęciem dłonią męskiego organu rozrodczego. Cała sala chlewowa sejmowa (może i połowa, ale z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu tych, kto się nie śmiał, należy uznać, że cała) wybuchnęła śmiechem, bo przecież wszyscy muszą jednoznacznie kojarzyć posła Biedronia z seksem, obejmowaniem dłonią penisa i innymi smakowitymi szczegółami. Skojarzenie to jest o tyle głupie, że żaden przecież gej ciosów w penisa nikomu nie wymierza - odzwierciedla natomiast wysokość polotu fantazji zgromadzonej na sali sejmowej trzody.
Śmiejcie się, śmiejcie, bydlaki. "Kwiat nacji", kurwa, "reprezentanci społeczeństwa". "Pan poseł" Niesiołowski i "pani poseł" Pitera, których mama w dzieciństwie chyba niefortunnie jebnęła główką o podłogę, wyrazili swoje święte oburzenie tym, że Biedroń w ogóle śmie przemawiać, zamiast siedzieć cicho, najlepiej zakonserwowany w słoiku ze spirytusem wystawiony na powszechne obejrzenie.
Ale, drodzy państwo posłanki i posłowie, zobaczymy, ile w was tego śmiechu pozostanie, gdy ktoś, kto ma wiedzę, ujawni ciągle aktualizowaną listę pedałów i lesb wśród WAS, parlamentarzystów. Oj, zapewniam czcigodnych państwa, zaśmierdzi wówczas palonym, i to tak, że raz na zawsze odechce wam się śmiać.
Nie zapominajcie, że, realizując swoje zachcianki homoseksualne, uczęszczając do klubów (nawet tych zagranicznych, co w dzisiejszych czasach nie stanowi żadnej przeszkody do Waszego rozpoznania), zdradzając żony, WY ujawniacie się AŻ MIŁO. Przecież utrzymujecie w ten sposób kontakty z gejami, którzy nie mają klapek na oczu i są w pełni świadomi, z kim uprawiają seks. Zważywszy, że to środowisko przesadnie dyskretnym nie jest, tylko się dziwię, dlaczego pewnej homoseksualnej "listy wildsteina" jeszcze w internecie nie ma.
Naprawdę, na miejscu "posłów" polskiego "parlamentu" bym na widok Biedronia salwami śmiechu nie wybuchał.
.
Śmiejcie się, śmiejcie, bydlaki. "Kwiat nacji", kurwa, "reprezentanci społeczeństwa". "Pan poseł" Niesiołowski i "pani poseł" Pitera, których mama w dzieciństwie chyba niefortunnie jebnęła główką o podłogę, wyrazili swoje święte oburzenie tym, że Biedroń w ogóle śmie przemawiać, zamiast siedzieć cicho, najlepiej zakonserwowany w słoiku ze spirytusem wystawiony na powszechne obejrzenie.
Ale, drodzy państwo posłanki i posłowie, zobaczymy, ile w was tego śmiechu pozostanie, gdy ktoś, kto ma wiedzę, ujawni ciągle aktualizowaną listę pedałów i lesb wśród WAS, parlamentarzystów. Oj, zapewniam czcigodnych państwa, zaśmierdzi wówczas palonym, i to tak, że raz na zawsze odechce wam się śmiać.
Nie zapominajcie, że, realizując swoje zachcianki homoseksualne, uczęszczając do klubów (nawet tych zagranicznych, co w dzisiejszych czasach nie stanowi żadnej przeszkody do Waszego rozpoznania), zdradzając żony, WY ujawniacie się AŻ MIŁO. Przecież utrzymujecie w ten sposób kontakty z gejami, którzy nie mają klapek na oczu i są w pełni świadomi, z kim uprawiają seks. Zważywszy, że to środowisko przesadnie dyskretnym nie jest, tylko się dziwię, dlaczego pewnej homoseksualnej "listy wildsteina" jeszcze w internecie nie ma.
Naprawdę, na miejscu "posłów" polskiego "parlamentu" bym na widok Biedronia salwami śmiechu nie wybuchał.
.
Etykiety:
bydlactwo,
PiS,
PO,
Polska,
rzygać się chce,
Seks,
SLD,
społeczeństwo,
wybory
piątek, 7 października 2011
Nadchodzi krótki, zaledwie dwudniowy, odpoczynek od wyborów
Zbliża się cisza wyborcza.
Wreszcie ulga.
Każde kolejne wybory przeprowadzane w Polsce napawają mnie coraz to większym obrzydzeniem.
W głębokiej duszy mam rządzące bądź opozycyjne partie i ich liderów. Nie śledziłem tej kampanii, nie interesowało mnie, kto co na kogo powie, doniesie, "odkryje", ujawni itp. Pasjonowało mnie to w roku 2001, 2005, 2007, ale wreszcie mam dosyć. Tak samo, jak mam dosyć corocznych "bożych narodzeń", tych samych głupich kolęd, choinek, mikołajów i kazań naszego kleru, rok do roku takich samych. Bo niby dlaczego mam średnio co 365 dni pasjonować się niezwykle "nową" "tajemnicą" narodzin jakiegoś bachora lub - co kolejne 365 dni - rozpamiętywać, jak to jacyś Żydzi innego Żyda zgładzili? Też mi coś...
Tak samo jak klerowi brakuje co roku inwencji, co można wymyślić na te same wyświechtane tematy, w których od ok. 2000 lat nic nowego się nie dzieje, tak samo inwencji brakuje polskim politykom. Jedni straszą PiSem, drudzy - Tuskopalikotem, trzeci bredzą o jakiejś nowoczesnej lewicy... Starczy, proszę Państwa! Jesteście żałośni w tej swojej gorączce przedwyborczej! Starczy nam wmawiać, że oto zbliżają się wybory niesamowicie ważne, unikatowe, przełomowe, super-duper-niewiadomo-jakie. Kolejne "przełomowe", a tak naprawdę żałosne, wybory, odbędą się za 5 lat, albo za 4, albo za 3, albo za 2...
To WY się boicie, nie my!
Nie, nie boję się, że PiS wygra. Nie dlatego, że życzę im wygranej, lecz dlatego, że wiem, że oni są takimi samymi impotentami, jak i PO. I nie ma co nas nimi straszyć. "Pies, który szczeka, nie gryzie", powiadają bracia-ktoś-tam (wstawić opcjonalnie: Chińczycy, Ruscy, Eskimosi...). PiSowcy to nie są żadni diabli, lecz najzwyklejsi kundle, tak samo jak i członkowie innych partii politycznej. Tacy sami impotenci, jak i wszyscy pozostali. Sporo gadają, lecz nic z tego nie wynika. Nie popsują Polski, bo nawet popsuć, jak należy, nie potrafią. Najlepszym temu świadectwem są lata 2005-2007. Bałem się wówczas wygranej PiSu jak ognia, lecz... góra urodziła mysz, a ja żadnej zmiany w moim życiu nie zauważyłem.
Ktoś powie: Blida... No i co, że Blida? Święta Blida wyrządziła wszystkim anty-PiS-owcom ogromniasty prezent. Tak naprawdę nie wiemy, dlaczego się zabiła. Owszem, popsuła tym samym szyki PiSowi, ale powodów i celu jej samobójstwa jak nie znaliśmy, tak i nie znamy. Za to teraz wszyscy jak jeden mąż - i SLD, i PO, i PSL, i PJN, i RPP - mają czelność wykorzystywać jej śmierć w swoich własnych celach politycznych, jak gdyby byli Blidy największymi przyjaciółmi za życia...
Panie Tusk, Pana straszaki na mnie nie działają, bo PiS jest nie bardziej straszny, niż Ty - śmieszny. Wszyscy jesteście tak samo nieudolni. I nikt z was - dosłownie nikt - nie troszczy się o ten kraj, lecz o to, by wejść do władzy, zachować swoje stołki, zdobyć dla "swoich" jak najwięcej i za wszelką cenę - a usta wasze rżną dyrdymały o tym, że "Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie"!
Nic w tym kraju się nie zmieni, nawet jeżeli PO przegra z kretesem, a PiS wygra. Wszystko jak było siermiężne i obciachowe, tak takowym i pozostanie. PiS potrafi zepsuć nie bardziej, niż PO - zbudować. Bo popatrzcie, kto jest w PiS? Kogo tam się bać? Przecież tam nie ma nikogo! Trzeba nie mieć oleju w głowie, żeby się bać różnych Błaszczaków, Hofmanów, Brudzińskich, Karskich i tym podobnych figurantów. Tam za dyżurnego demona robi tylko Jarek Kaczyński, który jest nie bardziej przerażający niż jego własny kot, a cała reszta - to są po prostu klowni.
Tusku, jesteś niesamowicie bezczelny, że udajesz, jakoby tej watahy błaznów się boisz. Oczywiście, ty się jej wcale nie boisz, lecz próbujesz zastraszyć nią nas, wyborców. Tobie chodzi po prostu o utrzymanie pozycji waszej partyjski na kolejne 5 lat. To MY mamy przestraszyć się Kaczyńskiego i wybrać cię na kolejną kadencję.
Ale, przepraszam, co mamy robić, jeżeli tego kurdupla się nie boimy?
Niech żeż zapadnie wreszcie ta cisza wyborcza i życie na chwilę wróci do normalności. Mam dość waszych mord, debat, agitek i udawanego zatroskania o los "ojczyzny".
.
Wreszcie ulga.
Każde kolejne wybory przeprowadzane w Polsce napawają mnie coraz to większym obrzydzeniem.
W głębokiej duszy mam rządzące bądź opozycyjne partie i ich liderów. Nie śledziłem tej kampanii, nie interesowało mnie, kto co na kogo powie, doniesie, "odkryje", ujawni itp. Pasjonowało mnie to w roku 2001, 2005, 2007, ale wreszcie mam dosyć. Tak samo, jak mam dosyć corocznych "bożych narodzeń", tych samych głupich kolęd, choinek, mikołajów i kazań naszego kleru, rok do roku takich samych. Bo niby dlaczego mam średnio co 365 dni pasjonować się niezwykle "nową" "tajemnicą" narodzin jakiegoś bachora lub - co kolejne 365 dni - rozpamiętywać, jak to jacyś Żydzi innego Żyda zgładzili? Też mi coś...
Tak samo jak klerowi brakuje co roku inwencji, co można wymyślić na te same wyświechtane tematy, w których od ok. 2000 lat nic nowego się nie dzieje, tak samo inwencji brakuje polskim politykom. Jedni straszą PiSem, drudzy - Tuskopalikotem, trzeci bredzą o jakiejś nowoczesnej lewicy... Starczy, proszę Państwa! Jesteście żałośni w tej swojej gorączce przedwyborczej! Starczy nam wmawiać, że oto zbliżają się wybory niesamowicie ważne, unikatowe, przełomowe, super-duper-niewiadomo-jakie. Kolejne "przełomowe", a tak naprawdę żałosne, wybory, odbędą się za 5 lat, albo za 4, albo za 3, albo za 2...
To WY się boicie, nie my!
Nie, nie boję się, że PiS wygra. Nie dlatego, że życzę im wygranej, lecz dlatego, że wiem, że oni są takimi samymi impotentami, jak i PO. I nie ma co nas nimi straszyć. "Pies, który szczeka, nie gryzie", powiadają bracia-ktoś-tam (wstawić opcjonalnie: Chińczycy, Ruscy, Eskimosi...). PiSowcy to nie są żadni diabli, lecz najzwyklejsi kundle, tak samo jak i członkowie innych partii politycznej. Tacy sami impotenci, jak i wszyscy pozostali. Sporo gadają, lecz nic z tego nie wynika. Nie popsują Polski, bo nawet popsuć, jak należy, nie potrafią. Najlepszym temu świadectwem są lata 2005-2007. Bałem się wówczas wygranej PiSu jak ognia, lecz... góra urodziła mysz, a ja żadnej zmiany w moim życiu nie zauważyłem.
Ktoś powie: Blida... No i co, że Blida? Święta Blida wyrządziła wszystkim anty-PiS-owcom ogromniasty prezent. Tak naprawdę nie wiemy, dlaczego się zabiła. Owszem, popsuła tym samym szyki PiSowi, ale powodów i celu jej samobójstwa jak nie znaliśmy, tak i nie znamy. Za to teraz wszyscy jak jeden mąż - i SLD, i PO, i PSL, i PJN, i RPP - mają czelność wykorzystywać jej śmierć w swoich własnych celach politycznych, jak gdyby byli Blidy największymi przyjaciółmi za życia...
Panie Tusk, Pana straszaki na mnie nie działają, bo PiS jest nie bardziej straszny, niż Ty - śmieszny. Wszyscy jesteście tak samo nieudolni. I nikt z was - dosłownie nikt - nie troszczy się o ten kraj, lecz o to, by wejść do władzy, zachować swoje stołki, zdobyć dla "swoich" jak najwięcej i za wszelką cenę - a usta wasze rżną dyrdymały o tym, że "Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie"!
Nic w tym kraju się nie zmieni, nawet jeżeli PO przegra z kretesem, a PiS wygra. Wszystko jak było siermiężne i obciachowe, tak takowym i pozostanie. PiS potrafi zepsuć nie bardziej, niż PO - zbudować. Bo popatrzcie, kto jest w PiS? Kogo tam się bać? Przecież tam nie ma nikogo! Trzeba nie mieć oleju w głowie, żeby się bać różnych Błaszczaków, Hofmanów, Brudzińskich, Karskich i tym podobnych figurantów. Tam za dyżurnego demona robi tylko Jarek Kaczyński, który jest nie bardziej przerażający niż jego własny kot, a cała reszta - to są po prostu klowni.
Tusku, jesteś niesamowicie bezczelny, że udajesz, jakoby tej watahy błaznów się boisz. Oczywiście, ty się jej wcale nie boisz, lecz próbujesz zastraszyć nią nas, wyborców. Tobie chodzi po prostu o utrzymanie pozycji waszej partyjski na kolejne 5 lat. To MY mamy przestraszyć się Kaczyńskiego i wybrać cię na kolejną kadencję.
Ale, przepraszam, co mamy robić, jeżeli tego kurdupla się nie boimy?
Niech żeż zapadnie wreszcie ta cisza wyborcza i życie na chwilę wróci do normalności. Mam dość waszych mord, debat, agitek i udawanego zatroskania o los "ojczyzny".
.
Etykiety:
Jarosław Kaczyński,
Manipulacja,
paranoja,
PiS,
PO,
Polska,
społeczeństwo,
wybory
środa, 10 sierpnia 2011
Cherlawa polska demokracja
Zbliżają się wybory.
Frank drożeje,
Leppery umierają,
Komisje publikują raporty,
SLD handluje "jedynkami",
Zbiera mi się na wymioty.
Zbliżają się wybory.
Co mogę uczynić, żeby polska demokracja stała się choćby odrobinę lepsza? Nie wiem, niestety.
Nie wiem, ale małe co-nieco czuję.
Nie zagłosuję na SLD, choć zawsze głosowałem.
Mam ich serdecznie dość.
Ich kryzys, wiadomo, trwa od lat. Ale wreszcie nie jest mi ich szkoda. Wreszcie dokryzysowali się do tego, że czuję w sobie obrzydzenie do kierownictwa tej partii.
Napieralski wraz z dworem - to rzadkiej maści cynicy. Z jednej strony, walczą niby o przetrwanie partii, o wykreowanie nowego wizerunku. Ale z drugiej strony, jakieś wrodzone świństwo nie pozwala im ani przez chwilę zapomnieć o własnej, namacalnej, chwilowej korzyści. Wszystko więc przelicza się na pieniądze. Kobiety na "jedynkach", a może geje, a może zieloni, a może Leszek Miller na Pomorzu... Kalkulują, kluczą, kombinują, co bardziej się opłaci. Żonglują projektami ustaw, które wywlekają na świat boży tuż przed wyborami, mrugając oczkiem do wyborców - "jesteśmy z wami!"
A chuj, nie jesteście z nami. Macie wielką chrapkę na stołki, na posady, na czas antenowy, na publiczną kasę. Jesteście w stanie podpisać układ z diabłem, jeżeli będziecie z tego mieli cokolwiek.
Napieralski, wiesz, jaki jest twój główny problem? Że cynizmu w tobie tyle samo, co w bonzach partyjnych z poprzedniej epoki, tyle że, w przeciwieństwie do nich, nie jesteś ani trochę skuteczny. Twoja skuteczność polega tylko na eliminowaniu z kierownictwa partii ludzi, którzy mają odrobinę więcej oleju w głowie, niż ty.
A jeżeli nie jesteś ani trochę skuteczny, to po jaką cholerę ty w ogóle jesteś?
Zagłosuję na wyborach na PJN. Albo na Palikota. Nie żebym podzielał ich programy, czy też odczuwał jakieś sentymenty, albo wierzył, że zdobędą władzę. Ale myślę, że, nie dając im szans, skazujemy się na tych samych, co zawsze. Na Tuska, Kaczyńskiego i Napieralskiego.
Co prawda, i w PJN, i w Palikocie też są w istocie "ci sami". Ale przecież zależy to już nie od stanu polskiej demokracji, tylko od stanu społeczeństwa polskiego, które woli głosować na "znane twarze" - i bez znaczenia jest, co ta "znanapotwarz" wyrabia w sejmie. Na chorobę społeczną nic niestety nie poradzę. Społeczeństwo polskie jest tak bardzo chore, jak długo trwał polski model feudalizmu, jak długo leniwa była elita, jak bardzo szlachta była zadufana w sobie, zamiast pracować z chłopem, stworzyć mu warunki, wykreować mieszczaństwo, klasę średnio-zamożną, zamiast zlikwidować indyjską wręcz kastowość. Czy samych tylko Żeromskich z Prusami i Orzeszkowymi, czy samych Michników z Kuroniami i Mazowieckich z Kapuścińskimi starczy, żeby ozdrowić gnijące ciało, chore od długich stuleci?
Oj, wątpię. Przypomina mi się teza, że neandertalczycy wcale nie wyewoluowali w kromaniończyków, lecz sobie wymarli. By w coś sensownego wyewoluować, przepraszam, trzeba być do tego zdolnym.
Głosując na polityków z "marginesu", można, mam nadzieję, doprowadzić do sytuacji, kiedy święta trójca sejmowa przestanie wreszcie pęcznieć z samozadowolenia, tylko być może ruszy dupą i - w trosce o utrzymanie władzy - nieco się zaniepokoi. I przynajmniej poudaje jakąś działalność propaństwową.
Problem niestety jest taki, że i pan Tusk, i pan Kaczyński, i pan Napieralski - to krew z krwi, kość z kości naszej, tutejszego społeczeństwa. To taka personifikacja nas wszystkich. Gardząc zatem Tuskiem, Kaczyńskim czy Napieralskim, gardzę nami. I gardzę też sobą, bo w niczym pewnie nie jestem lepszy.
A i tak zagłosuję na jakieś PJN, bo inaczej skażę się na rządy "zawodowychrewolucjonistów parlamentariuszy", którzy nic innego nie potrafią, jak mnie "reprezentować" za publiczne pieniądze.
Mam już tych kochanych "reprezentantów" serdecznie dosyć.
.
Frank drożeje,
Leppery umierają,
Komisje publikują raporty,
SLD handluje "jedynkami",
Zbiera mi się na wymioty.
Zbliżają się wybory.
Co mogę uczynić, żeby polska demokracja stała się choćby odrobinę lepsza? Nie wiem, niestety.
Nie wiem, ale małe co-nieco czuję.
Nie zagłosuję na SLD, choć zawsze głosowałem.
Mam ich serdecznie dość.
Ich kryzys, wiadomo, trwa od lat. Ale wreszcie nie jest mi ich szkoda. Wreszcie dokryzysowali się do tego, że czuję w sobie obrzydzenie do kierownictwa tej partii.
Napieralski wraz z dworem - to rzadkiej maści cynicy. Z jednej strony, walczą niby o przetrwanie partii, o wykreowanie nowego wizerunku. Ale z drugiej strony, jakieś wrodzone świństwo nie pozwala im ani przez chwilę zapomnieć o własnej, namacalnej, chwilowej korzyści. Wszystko więc przelicza się na pieniądze. Kobiety na "jedynkach", a może geje, a może zieloni, a może Leszek Miller na Pomorzu... Kalkulują, kluczą, kombinują, co bardziej się opłaci. Żonglują projektami ustaw, które wywlekają na świat boży tuż przed wyborami, mrugając oczkiem do wyborców - "jesteśmy z wami!"
A chuj, nie jesteście z nami. Macie wielką chrapkę na stołki, na posady, na czas antenowy, na publiczną kasę. Jesteście w stanie podpisać układ z diabłem, jeżeli będziecie z tego mieli cokolwiek.
Napieralski, wiesz, jaki jest twój główny problem? Że cynizmu w tobie tyle samo, co w bonzach partyjnych z poprzedniej epoki, tyle że, w przeciwieństwie do nich, nie jesteś ani trochę skuteczny. Twoja skuteczność polega tylko na eliminowaniu z kierownictwa partii ludzi, którzy mają odrobinę więcej oleju w głowie, niż ty.
A jeżeli nie jesteś ani trochę skuteczny, to po jaką cholerę ty w ogóle jesteś?
Zagłosuję na wyborach na PJN. Albo na Palikota. Nie żebym podzielał ich programy, czy też odczuwał jakieś sentymenty, albo wierzył, że zdobędą władzę. Ale myślę, że, nie dając im szans, skazujemy się na tych samych, co zawsze. Na Tuska, Kaczyńskiego i Napieralskiego.
Co prawda, i w PJN, i w Palikocie też są w istocie "ci sami". Ale przecież zależy to już nie od stanu polskiej demokracji, tylko od stanu społeczeństwa polskiego, które woli głosować na "znane twarze" - i bez znaczenia jest, co ta "znana
Oj, wątpię. Przypomina mi się teza, że neandertalczycy wcale nie wyewoluowali w kromaniończyków, lecz sobie wymarli. By w coś sensownego wyewoluować, przepraszam, trzeba być do tego zdolnym.
Głosując na polityków z "marginesu", można, mam nadzieję, doprowadzić do sytuacji, kiedy święta trójca sejmowa przestanie wreszcie pęcznieć z samozadowolenia, tylko być może ruszy dupą i - w trosce o utrzymanie władzy - nieco się zaniepokoi. I przynajmniej poudaje jakąś działalność propaństwową.
Problem niestety jest taki, że i pan Tusk, i pan Kaczyński, i pan Napieralski - to krew z krwi, kość z kości naszej, tutejszego społeczeństwa. To taka personifikacja nas wszystkich. Gardząc zatem Tuskiem, Kaczyńskim czy Napieralskim, gardzę nami. I gardzę też sobą, bo w niczym pewnie nie jestem lepszy.
A i tak zagłosuję na jakieś PJN, bo inaczej skażę się na rządy "zawodowych
Mam już tych kochanych "reprezentantów" serdecznie dosyć.
.
Etykiety:
bydlactwo,
Jarosław Kaczyński,
Napieralski,
PiS,
PO,
Polska,
SLD,
społeczeństwo
czwartek, 31 marca 2011
Co ma Pitera do zera
Nie mogę powiedzieć, że nie lubię premiera Tuska. Owszem, to nie jest mój wymarzony premier. Ale też nie powiem, jakoby był on jakoś szczególnie zły, a przeto przeze mnie nielubiany. Nie demonizuję sytuacji. Jest to fajny mały, który z pewnością robi, co może, a że nie jest gigantem seksu, to i owoce jego nie są jakieś olbrzymie.
Zresztą, czy w ogóle znamy w Polsce jakichś gigantów seksu?
Jarek Kaczyński? Nie, no prędzej już Alik.
Może Napieralski? Ależ to dziecko, a z dziećmi - ni-ni...
Pawlak? Śmiech na sali i żałoba za paznokciami, już prędzej może stara, ale jara pani Fedak...
Lepper? Rokita? Hmm... OK, Rokita, ale która?
Może Bronek? Hmm, "z bulem i bez rzadnej nadzieji" jednak stwierdzam, że nie.
Już prędzej obstawiałbym Olka z Jolką, no ale oni już byli, a alkohol, wiadomo, na libido działa ujemnie... Pod tym względem najseksowniejszym Polakiem wydaje mi się być Wojciech Jaruzelski. Dojrzały mąż stanu starszo-średniego pokolenia, niezażywający alkoholu. (Może zresztą właśnie przez to genetycznie nietolerowany przez część Polaków?)
Zatem, proszę Państwa, żadne gigantyczne wyczyny nam nie grożą - nie ten kaliber, nie ta natura; komu bozia dała, ten wyjeżdża na truskawki lub szparagi i nie wraca. Bozia zresztą najczęściej daje w łeb, dlatego ludzie i wyjeżdżają. Tymczasem Polska coraz bardziej zaczyna przypominać Europejskie Wariatkowo Typu Otwartego, bo zjeżdżają tu nie wiadomo skąd jacyś Angole, Szwaby, Ruskie, a potem piszą felietony na WP, strugają książki o "Wariatkowie, co da się lubić", na bezrybiu udają ryby i ogólnie skupują wszystko w najtańszych w Europie supermarketach (no... może Bułgaria i jest tańsza, ale do niej znacznie dalej...). Wszyscy normalni zatem uciekają, a ci wyjątkowo perfidnie dotknięci losem zlatują się tu niczym muchy na lep.
Ale OK, udawany szowinizm na bok, nie o tym być miało.
Lubię zatem premiera Tuska, niezbyt gorąco, ale jednak. Lubię go za zdolny PR, za te kształty i formy, które większości z nas podobają się i odpowiadają. Jest cool, jak na możliwości naszej wsi.
Ale niepokoi mnie jedno.
Niepokoją mnie nasze rządowe mianowane pustostany, czyli zerowie-ministrowie, udający jakąś działalność.
Możnaby powiedzieć, że "bozia nie dała", a takie np. panie Pitera, Radziszewska czy Hall to jeszcze jeden przejaw polskiej impotencji. Ale... nie takie to proste. Byłoby tak, gdyby nie jeden mały szczegół: owe panie są bardzo dla Tuska wygodne.
Czy może być dla Platformy Obywatelskiej wygodniejszy minister ds. walki z korupcją, niż niepełnosprawna i niekompetentna pani Pitera, pozorująca działalność?
Czy może być wygodniejszy minister od nicnierobienia w sprawie dyskryminacji, braku tolerancji i tego wszystkiego, co dla Europy ma znaczenie, niż rozkatolicyzowana pani Radziszewska, równie dobrze pozorująca działalność?
Pani minister Katarzyny Hall nie widać i nie słychać... Może to dlatego, że do szkoły już nie chodzę i nie wiem, na jak bardzo dobrej jest drodze? Po jak doskonałej reformie dochodzi do siebie w reanimacji?
Ależ ja wiem, czym jest współczesna polska szkoła, i to nie z komiksów. O ministrze oświaty w tym kraju powinno być słychać, i to głośno. Jeżeli nie słychać - to jest już całkiem źle. Ale przecież rząd musi przetrwać, prawda? Minister od spraw wielce niewygodnych musi przecież pozorować działalność...
Nikt naprawdę nie widzi problemu w tym, że maturzystom - cytuję za "Przekrojem" i WP - nawet się nie opłaca pobierać zaświadczeń o dysleksji? Że w przypadku nawet najcięższych błędów gramatycznych odejmą im na maturze góra 3 punkty na 50? Że po hiszpańsku, po niemiecku i po angielsku polscy maturzyści piszą lepiej, niż po polsku?
W JAKIM JESZCZE WARIATKOWIE JEST COŚ TAKIEGO?
Zastanawiam się tylko, z czym mamy do czynienia: z "krótką ławką rezerwowych" Platformy Obywatelskiej, czy ze specjalnie i cynicznie dobranymi figurantami, takimi swoistymi ufolami, udającymi ludzi - w pewnym znanym tylko sobie celu. Ot, jak w pewnym filmie (Oni żyją / They Live): założysz specjalne okulary - i widzisz kosmitów. Zdejmiesz okulary, i ponownie widzisz na pozór normalnych ludzi...
Ufole, ja was wykryłem!
Panie Tusk, Ty wiesz nie gorzej ode mnie, że to są atrapy ministrów, a nie ministrowie. Wygodnie ci rządzić w takim nierządzie?
.
Etykiety:
Demagogia,
Manipulacja,
PO,
Polska,
społeczeństwo,
Wojciech Jaruzelski
środa, 14 lipca 2010
Aliens vs. Predator (2005-2010)
"Tusk nie jest godzien mojego szacunku. Zostawił ciało prezydenta RP w ruskiej trumnie", - powiedział rozanielony pan Brudziński. „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów” - wypunktował Sikorskiego Jarosław Kaczyński. "Którym wejściem będzie wchodził Kaczor? - Tym. - To my spieprzamy tamtym" - odezwała się w Smoleńsku ekipa premiera Tuska.
Ot, prawdziwa prawica. Tylko ona potrafi się kłócić z taką nienawiścią...
PiSiarze i POjeby, mam was DOŚĆ!!!
Nie ma w was niczego prawego, sprawiedliwego czy obywatelskiego.
Dla mnie jesteście jak Obcy kontra Predator - sami zdecydujcie, kto w tym duecie kim jest.
Niszczcie siebie, ale zostawcie w spokoju kraj, który i tak od lat wygląda, jakby II wojna światowa niedawno się skończyła.
Na pola by Was, nieroby jedne...
.
Etykiety:
PiS,
PO,
Polska,
społeczeństwo
piątek, 2 lipca 2010
Grzegorz Napieralski i pewne prognozy polityczne
Z satysfakcją przyjąłem rewelacyjny wynik Grzegorza Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich 2010. Jak i wielu z nas, zastanawiałem się, jaki ruch wykona Napieralski przed drugą turą. Kalkulacja, zdrowy rozsądek i nieuleganie presjom i manipulacjom sprawiły, że wg mojej oceny Napieralski dokonał jak najbardziej prawidłowego wyboru, nie przekazując "swoich" głosów żadnemu z kandydatów prawicowych.
Najbardziej zdumiewające dla mnie były pełne obłudy manipulacje, wymuszające na Napieralskim określenie się co do zjawiska "IV RP" - tak jakby innych celów ani jemu, ani jego wyborcom nie mogło przyświecać. Jak gdyby wybór Polaka miał zawsze polegać między "III RP" a "IV RP", zaś nic innego by się w ogóle nie liczyło. W pełni zatem zgadzam się z Napieralskim, który nie poddał się i zachował zimną krew. Wyjdzie na tym lepiej, niż można by się było spodziewać.
Jak miałyby się układać stosunki polityczne, gdyby ostatecznie wygrał Bronisław Komorowski?
Otóż Prawo i Sprawiedliwość zachowałoby pozycję twardej opozycji, z nową mocą atakującą nie tylko rząd, a i prezydenta. Jego "polityka miłości", gdyby była kontynuowana, mogłaby odebrać sympatyków Lewicy, czyli SLD, gdyż retorycznie (choć pewnie i nie merytorycznie) niewiele by się różniła od krytyki rządu i prezydenta ze strony SLD. Lewica nie miałaby szans na zaistnienie w tych okolicznościach jeszcze większej polaryzacji sceny politycznej. Jakiekolwiek niepowodzenie rządzącej partii - PO - nie byłoby już wytłumaczalne wojną między prezydentem a premierem. SLD natomiast nic by w tej sytuacji nie zyskało - gdyż z pewnością nie miałoby szans (a i sensu), by jeszcze zacieklej od PiSu krytykować rządzącą Platformę.
Gdyby prezydentem został Jarosław Kaczyński, sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej.
1. Jarosław Kaczyński zyskałby władze tyleż prestiżową, co reprezentacyjną, a zarazem czynnie nieskuteczną - paradoksalnie wyniesienie na szczyty władzy oznacza faktyczne osłabienie tego polityka, co może się okazać zbawienne dla Polski.
2. Po wycofaniu się Kaczyńskiego z kierowania Prawem i Sprawiedliwością partia ta straciłaby swój główny napęd. Ktokolwiek stanąłby na czele partii - a pamiętajmy, że najbardziej lojalnych współpracowników Kaczyński z pewnością zabierze ze sobą do Pałacu - nie udźwignie ciężaru bycia szefem PiS. Nieprzypadkowo uważa się, że PiS jest partią wodzowską, której istnienie w ogromnej mierze determinuje autorstwo i przywództwo samego Jarosława Kaczyńskiego.
3. W warunkach rządzącej Platformy Obywatelskiej, wetowanej przez prezydenta Kaczyńskiego, przy równoczesnym osłabieniu PiS, główną siłą opozycyjną miałby szansę zostać Sojusz Lewicy Demokratycznej. W tym celu wskazane byłyby pewne kroki konsolidacyjne SLD z PiS, przy jednoczesnym nieatakowaniu prezydenta.
4. Polacy coraz bardziej niechętnie byliby nastawieni wobec jeszcze mniej sprawnych rządów znudzonej wszystkim Platformy Obywatelskiej. W tej sytuacji nowy, świeży projekt państwowy autorstwa SLD miałby zwiększone szanse na poparcie wyborców.
Zatem, jak widzimy, przy wygranej Jarosława Kaczyńskiego Lewica zyskuje w takich oto kategoriach:
1. Marginalizacja pozbawionego przywództwa PiS
2. Nieskuteczność rządów PO, blokowanych przez prezydenta
3. Urośnięcie do rangi głównej partii opozycyjnej.
Tym samym, życie polityczne w Polsce przestanie obracać się dookoła coraz bardziej nużącej walki dwóch partii konserwatywnych, wykorzystujących cokolwiek iluzoryczne podziały wewnątrz-prawicowe, i nabierze dynamiki właściwej innym krajom Europy, gdzie tradycyjne podziały polityczne w dalszym ciągu cechują nie prawicę zwykła z ultraprawicą pseudolewicową, a mniej czy bardziej "rozgarnięte" siły prawicowe z mniej czy bardziej prorynkową lub prospołeczną lewicą.
Ot wtedy wybory polskie będą prawdziwe, a nie udawane.
Chciałbym w to wierzyć.
.
Najbardziej zdumiewające dla mnie były pełne obłudy manipulacje, wymuszające na Napieralskim określenie się co do zjawiska "IV RP" - tak jakby innych celów ani jemu, ani jego wyborcom nie mogło przyświecać. Jak gdyby wybór Polaka miał zawsze polegać między "III RP" a "IV RP", zaś nic innego by się w ogóle nie liczyło. W pełni zatem zgadzam się z Napieralskim, który nie poddał się i zachował zimną krew. Wyjdzie na tym lepiej, niż można by się było spodziewać.
Jak miałyby się układać stosunki polityczne, gdyby ostatecznie wygrał Bronisław Komorowski?
Otóż Prawo i Sprawiedliwość zachowałoby pozycję twardej opozycji, z nową mocą atakującą nie tylko rząd, a i prezydenta. Jego "polityka miłości", gdyby była kontynuowana, mogłaby odebrać sympatyków Lewicy, czyli SLD, gdyż retorycznie (choć pewnie i nie merytorycznie) niewiele by się różniła od krytyki rządu i prezydenta ze strony SLD. Lewica nie miałaby szans na zaistnienie w tych okolicznościach jeszcze większej polaryzacji sceny politycznej. Jakiekolwiek niepowodzenie rządzącej partii - PO - nie byłoby już wytłumaczalne wojną między prezydentem a premierem. SLD natomiast nic by w tej sytuacji nie zyskało - gdyż z pewnością nie miałoby szans (a i sensu), by jeszcze zacieklej od PiSu krytykować rządzącą Platformę.
Gdyby prezydentem został Jarosław Kaczyński, sytuacja wyglądałaby zgoła inaczej.
1. Jarosław Kaczyński zyskałby władze tyleż prestiżową, co reprezentacyjną, a zarazem czynnie nieskuteczną - paradoksalnie wyniesienie na szczyty władzy oznacza faktyczne osłabienie tego polityka, co może się okazać zbawienne dla Polski.
2. Po wycofaniu się Kaczyńskiego z kierowania Prawem i Sprawiedliwością partia ta straciłaby swój główny napęd. Ktokolwiek stanąłby na czele partii - a pamiętajmy, że najbardziej lojalnych współpracowników Kaczyński z pewnością zabierze ze sobą do Pałacu - nie udźwignie ciężaru bycia szefem PiS. Nieprzypadkowo uważa się, że PiS jest partią wodzowską, której istnienie w ogromnej mierze determinuje autorstwo i przywództwo samego Jarosława Kaczyńskiego.
3. W warunkach rządzącej Platformy Obywatelskiej, wetowanej przez prezydenta Kaczyńskiego, przy równoczesnym osłabieniu PiS, główną siłą opozycyjną miałby szansę zostać Sojusz Lewicy Demokratycznej. W tym celu wskazane byłyby pewne kroki konsolidacyjne SLD z PiS, przy jednoczesnym nieatakowaniu prezydenta.
4. Polacy coraz bardziej niechętnie byliby nastawieni wobec jeszcze mniej sprawnych rządów znudzonej wszystkim Platformy Obywatelskiej. W tej sytuacji nowy, świeży projekt państwowy autorstwa SLD miałby zwiększone szanse na poparcie wyborców.
Zatem, jak widzimy, przy wygranej Jarosława Kaczyńskiego Lewica zyskuje w takich oto kategoriach:
1. Marginalizacja pozbawionego przywództwa PiS
2. Nieskuteczność rządów PO, blokowanych przez prezydenta
3. Urośnięcie do rangi głównej partii opozycyjnej.
Tym samym, życie polityczne w Polsce przestanie obracać się dookoła coraz bardziej nużącej walki dwóch partii konserwatywnych, wykorzystujących cokolwiek iluzoryczne podziały wewnątrz-prawicowe, i nabierze dynamiki właściwej innym krajom Europy, gdzie tradycyjne podziały polityczne w dalszym ciągu cechują nie prawicę zwykła z ultraprawicą pseudolewicową, a mniej czy bardziej "rozgarnięte" siły prawicowe z mniej czy bardziej prorynkową lub prospołeczną lewicą.
Ot wtedy wybory polskie będą prawdziwe, a nie udawane.
Chciałbym w to wierzyć.
.
Etykiety:
Jarosław Kaczyński,
Napieralski,
PiS,
PO,
SLD,
społeczeństwo,
wybory
Subskrybuj:
Posty (Atom)
