poniedziałek, 5 marca 2012

Polska sieć kolejowa obciążona jest w ok. 35 %

- informuje Adrian Furgalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR".

To jest bardzo prawdopodobne, choć nie wiem, czy wliczone w to są trasy nieużywane (np. w Warmińsko-Mazurskim) lub takie, które od dawna istnieją jedynie w ewidencji którejś ze spółek "z okolic" PKP, lecz które w rzeczywistości od dawna spoczęły w punktach skupu złomu.

Ale mimo wszystko, boję się sobie wyobrazić, co by było, gdyby pociągów było choćby tylko dwa (a nie trzy) razy więcej.

No tak, moje obawy są całkowicie nieuzasadnione. Nie byłoby więcej pociągów. Przecież przewoźnikom wagonów zabraknie (chyba że "wyremontują" te ze Szczekocin). A tuż potem - lokomotyw. A tuż po lokomotywach - torów. Doświadczamy tego w Warszawie, gdzie, jak się zepsuje jakiś tor, ustawia się łańcuszek pociągów, które nie mają żadnej możliwości objazdu. Albo gdzie przewoźnicy walczą o dostęp do torów - bo jednym torem musi jechać i pociąg miejski, i pociąg "Kolei Mazowieckich", i pociąg dalekobieżny, i może nawet jakiś towarowy.

Im więcej pociągów, tym większe zatory przed przejazdami... Bo tuneli czy wiaduktów również brakuje. Bo Polska nagle się obudziła z pijanego letargu i nie może sobie uświadomić, że powstania dawno się skończyły.

No tak. Obudziła się, i zbudowała "stadion narodowy". I pół "świątyni opatrzności" "suwerennego narodu" "najjaśniejszej rzeczypospolitej".

Ktoś tu jeszcze domaga się autostrad?

Czas na odpoczynek!

.

0 komentarze:

Prześlij komentarz