wtorek, 6 grudnia 2011

Druga Ziemia [Obiecana]



Od dwóch dni naukowcy pasjonują się niezwykłym odkryciem planety Kepler-22b, odległej o "zaledwie" 600 lat świetlnych, która swoimi rozmiarami i parametrami fizycznymi ma przypominać Ziemię. 


I ciepło tam jest, i jasno, i pewnie mokro, i gościnnie - nic, tylko budować Arkę Noego Bis, ładując na nią pary specjalnie wybranych, niezwykle cennych przedstawicieli flory i fauny Ziemi (kto zostanie wytypowany z Homo Sapiens? Obama + Benedykt? Sarkozy + Merkel?), by super-mega-wytryskiem wysłać na podbój naszej nowej, lepszej ojczyzny, która z racji coraz większej degradacji tej starej staje się jeszcze bardziej kochana i pożądana. 


A teraz odwróćmy sytuację. 
Otóż na planecie %$#&%^$ gwiazdy @ konstelacji Tarczycy Sobieskiego żyją wysokorozwinięte gady, które wyniszczyły swoją planetę i teraz lampią się w niebo w poszukiwaniu jakiejś innej planetki, która dałaby im schronienie, zapewniłaby surowce i w ogóle pozwoliłaby się poczuć takimi pionierami, odkrywcami zaświatów i zbawcami własnej rasy. W pewnym momencie robale "odkrywają" sobie Ziemię i już wiedzą: "To jest to"! A dalej - patrz "Oni żyją", "Obcy"-1, -2, -3, -4, -5, -6... i inne tego typu produkcje. Przyjemnie, prawda? Ziemia im pasuje, a my większej przeszkody nie stanowimy - jesteśmy bowiem głupi, niedorozwinięci, sprzedajni i prędzej powyrzynamy się nawzajem, niż zaczniemy współpracować między sobą. Poza tym, w rzeczywistości się okaże, że wcale nie wystarczy powiewu the-star-spangledzkiego banneru i pełnego patosu przemówienia w telewizji jakiegoś prezydupka Stanów Zjednoczonych, by ludzie na całym świecie poczuli się Ziemianami, zjednoczonymi pod zawsze prawym i sprawiedliwym przewodnictwem Pentagonu. Bo takich sto kilkadziesiąt milionów obywateli jakiegoś Bangladeszu, czy tam innej Nigerii, kichać chciało na przemówienia Obamiarza czy innych "światowych przywódców", zwłaszcza jeżeli zostały one wygłoszone w imię konserwacji dotychczasowego stanu rzeczy i układu polityczno-ekonomicznego. Nie ma co się łudzić - jakikolwiek układ z przywódcą kosmicznych robali będzie dla owych Ziemian bardziej korzystny, niż poddanie się przywódczej opiece Watykanu, Moskwy czy Waszyngtonu, gdyż w chwili obecnej dobrych kilka miliardów ludzi na świecie nie ma praktycznie nic do stracenia. 


Czy to nie jest zabawne? Ludziska od stuleci niszczą swoją planetę - wiedzą, że niszczą, a jednak niszczą dalej. I śmiertelnie się tego boją. Z przerażeniem odkrywają, że pogódka się psuje, wietrzyk wieje, lodzik topnieje, a benzynka drożeje. Lasków, pszczółek, myszek i rybek jest coraz mniej, natomiast ludzików (oraz samochodzików) - coraz więcej. 
Co zatem począć? Puknąć się w czachę, coś zmienić, zachować się, jak na "oświecony" i "rozumny" rodzaj/gatunek przystało?
Ależ skąd! 
Wystarczy znaleźć sobie planetę, która pozwoli na pozostanie samymi sobą, lecz która nie jest jeszcze aż tak zużyta i zniszczona, by obarczać nas jakimiś głupimi dylematami moralnymi! 
Znaleźć i... uszczęśliwić ją odkryciem! Nie tylko biernym, a i czynnym. Przybyć, zhumanizować i nawrócić. Urządzić im tam "Wyprawę do raju '2492". Opowiedzieć jakąś bajeczkę o bogoczłeku z innej planety, będącym jakoby Prawdą Uniwersalną, obowiązkową dla wszystkich w tym Wszechświecie, i przekonać, że ów "bóg" jest miłosierny i "zbawienny" również dla lokalnych, tamtejszych form życia. 


Śmieszne, prawda? Bo niby co ma znaczyć jakaś bakteria, którą ziemskie robale nazywali, dajmy na to, "Faustyną Kowalską", dla mieszkańców planety Kepler-22b? Czyżby i dla nich miała stanowić jakieś "uniwersum", jak by tego chcieli bakterie zamieszkujące mikroskopijną planetkę o nazwie Ziemia, obracającą się dookoła małej, zimnawej i słabo widocznej gwiazdy typu widmowego G2? 


No cóż... Jeżeli ktoś sądzi, że akurat w tym przypadku miałoby być inaczej, niech sobie poczyta historię Ziemi. 


Odwróćmy sytuację i wyobraźmy sobie, że to kosmici przybyli, by nas nawracać.
Mają swoją religię i swoje bóstwa.
Na obrazku - Bogini-Maciora %#@#^& z planety Kepler-22b w wersji "dla tubylców Ziemi".
Nawracanie daje zbawienie po śmierci, lecz nie zastępuje, rzecz jasna, wypompowania surowców
i rabowania kosztowności. Wiemy coś o tym, prawda?


Trudno mi, jako urodzonemu kosmicie i rasowemu patriocie Wszechświata, podzielić radość ziemskich badaczy z powodu odkrycia przez nich planety Kepler-22b. Mam też nadzieję, że planeta Kepler-22b ma się lepiej od nas i nie potrzebuje, by ją "odkrywano".

.

0 komentarze:

Prześlij komentarz