wtorek, 6 września 2011

Litwo! "Ojczyzno" moja!


W mediach huczy od nowych konfliktów polsko-litewskich. Reforma litewskiego szkolnictwa, zamazane tablice w Puńsku, strajk polskiej młodzieży szkolnej na Litwie, msza Tuska, pogróżki Sikorskiego... Ot, dwaj słabeuszy pożarli się o to, kto jest słabszy. Żadnego "siłacza" pokroju lokalnego nie stać bowiem na to, by nie drażnić bardzo zakompleksionego sąsiada.

Warto przeczytać: Litwa i Polska. Wojny przy granicy oraz Polska-Litwa. Czas skończyć brednie.

Ja tam widzę problem nieco inaczej, może nieco prościej. Nie obchodzi mnie, czy Litwini budują swoją tożsamość na antypolonizmie, ani czy reforma ich szkolnictwa w większym lub mniejszym stopniu odpowiada normom Unii Europejskiej. To wszystko - wysoka materia, która nijak się ma do rzeczywistości ulicznej, najbardziej świadczącej o prawdziwym obliczu tego czy tamtego miasta, narodu, kraju.

Wiem tylko jedno, gdyż odbyłem podróż na Litwie i musiałem się zmierzyć z tamtejszymi mieszkańcami, bóg ich wie, czy Litwinami, czy Polakami, czy Rosjanami czy może Żydami. Sęk w tym, że w żadnym języku z owymi obywatelami nie szło się dogadać. Oczywiście, były pewne wyjątki, gdzie ktoś miło odpowiadał po rosyjsku, ktoś płakał ze wzruszenia, kalecząc polski, ktoś starał się dukać po angielsku... Ale nie zmienia to generalnej postaci rzeczy:
Po polsku wy, Litwini, "nie rozumiecie", bo nie chcecie, po rosyjsku - tym bardziej (w tym języku potraficie chyba tylko przeklinać albo odzywać się na odpierdol, przecież "ruskie" to podludzie), po angielsku ani po niemiecku wy natomiast, biedni, nie potraficie! 

Toż po jakiemu ma się do was zwracać ten, kto nie miał nieszczęścia urodzić się Litwinem, a z przymusu lub turystycznie do was zawitał?

Pies was osrał, kochani Litwini!

4 komentarze:

  1. Oj, widac, ze nie lubisz Litwy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ja nie lubię Litwy? Ależ skąd.

    Po prostu, staram się patrzeć na rzeczy realistycznie. Bez tej typowo polskiej wzniosłości i wielkopańskości, która każe "opiekować się" słabszymi sąsiadami.

    Co to takiego Litwa? Mały, nic nie znaczący kraik o całkowicie marginalnej pozycji w Europie. Jedynie dla Polaków ma jakąś wartość historyczną czy nostalgiczną. Jeżeli Warszawa przestanie "czuć miętę" do Wilna, Litwa okaże się zdana na pożarcie Rosji.
    Kto stanie po jej stronie? Łotwa? Ma do Litwy pretensje terytorialne. Estonia? Też mi "siła". Może NATO? - hehe, kto by dzisiaj umierał za jakieś Wilno, skoro w swoim czasie nie chciano umierać za Gdańsk? Poza tym, wszystkie najnowsze wojny światowe - które m.in. prowadzi dzisiaj Rosja - noszą charakter ekonomiczny lub agenturalny, przeciwko czemu żadna zbrojna interwencja nie jest przewidziana ani też nie ma sensu.

    Co Litwa daje światu, co w niej jest takiego, za co warto się nią przejmować? Mentalność poradziecka? Mamy jej u siebie pod dostatkiem. Drożyzna? A i owszem, tyle że to Litwini najeżdżają Polskę wykupując wszystko ze sklepów, a nie odwrotnie. Więc przepraszam, kto w kim jest (i powinien być) zainteresowany?

    Oficjalna Warszawa powinna zamrozić stosunki z Litwą, a Orlen - sprzedać Możejki Rosjanom. Ot, wtedy poczekamy, co się stanie. Pewnie wyburzą ze złości swoje Trzy Krzyże, pomniki Mickiawiczusa i starówkę wileńską :D

    I będzie jak w Rosji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zapominaj ze na Litwie jest ogromnie duzo Polakow, a w Polsce - mniejszosc litewska. Jezeli zamrozic stosunki, ucierpia na tym wszyscy.

    Po zatym dzisiejsze panstwo litewskie jest jeszcze bardziej wyniosle i dumne ze siebie i swojej przeszlosci, niz Polska. Nikt niczego nie odpusci tylko dlatego, ze Polacy czegos zadaja. Wrecz odwrotnie.

    Pozdraviam z Wilna :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Absolutnie nie jestem przeciwko Litwinom, tylko przeciwko działaniem rządu Republiki Litewskiej.
    Uważam, że Polska powinna wzorcowo zadbać o prawa mniejszości narodowych, w tym litewskiej, by nie dawać najmniejszego powodu co bardziej problemowym sąsiadom (Litwa, Białoruś, czasem Niemcy, czasem Ukraina) cokolwiek Polsce w tej materii zarzucić. Nie należy tu się kierować żądzą rewanżu.

    Jeżeli chodzi o polską mniejszość na Litwie, to sądzę, że potrafi sama się obronić, bo działa dość skutecznie, jest raczej zwarta (może się mylę?), ma swoich [euro]posłów itp. Zatem nie jest prześladowana i rozdarta, jak Polonia na Białorusi. Więc Warszawa raczej jej nie zaszkodzi.

    A co do litewskiej megalomanii, to owszem, wiem o niej. Im słabszy kraik, tym głośniej krzyczy o swojej "sławnej" przeszłości. Zwłaszcza o przeszłości, bo teraźniejszością nie ma jak się pochwalić. Bo teraźniejszość spędza w kolejkach za tanią żywnością w polskich supermarketach lub na emigracji.

    Co można w tej sytuacji przedsięwziąć? Ano wprowadzić litewskie "wychowanie patriotyczne" do polskich szkół. "Doskonałe" rozwiązanie na miarę mocnego, pewnego siebie kraju o chwalebnej przeszłości...

    OdpowiedzUsuń